sobota, 28 lutego 2015

50 twarzy Greya- hit czy kit?

Z samego początku zaznaczam, że tu nie będzie "ochów" i " achów" i jaki to film/książka są cudowne!
Ja nie z tych co popadli w GREYOfobie. O nie!



...chodź przeczytałam książkę. Ba! Nawet wszystkie trzy części...ale nie urzekła mnie. Zresztą czułam, że tak będzie.
Czemu więc po nią sięgnęłam? A no z czystej ciekawości. To było z dwa lata temu. Dowiedziałam się o książce od koleżanki z pracy. Akurat ją czytała - zachwalała, że świetna, że ostro i w ogóle. Nie przekonała mnie. Jednak gdy kolejna kumpela w pracy przerabiała tą lekturę w zachwycie i już następna czekała w kolejce by pożyczyć ciekawość wzięła górę. No bo co tam jest takiego, że wszystkie sie zachwycają. Usłyszałam też, że ponoć książka jest tak wulgarna, że zabraniają ją udostępniać w bibliotekach publicznych. No i się pokusiłam. Przeczytałam, pierwszą część, potem druga i nawet trzecią. Nie było tego WOW. Zawiodłam się troszkę bo myślałam, że książka na prawdę jest tak fantastyczna na jaką ją wszyscy kreują. Zamiast tego stwierdziłam, że to takie romansidło typu Harlequin z dodatkiem pikanterii w postaci BDMS który kompletnie mnie nie rusza. Nie wiem, może jestem dziwna ale nie widzę niczego podniecającego w sprawianiu komuś bólu a nawet pewnymi zachowaniami Szarego byłam wręcz oburzona. Dlaczego wiec czytałam dalej? Z tego samego powodu z którego w ogóle sięgnęłam po książkę - z ciekawości. Liczyłam, że może jednak mi sie odmieni, ciekawa byłam jak bardzo Grey sie zmieni przez Anastazję, że może jeszcze książka mnie zachwyci, że autorka mnie czymś jeszcze zaskoczy pomimo iż domyślałam sie, że książka zakończy się happy end'em. Nie zaskoczyła.
Dla sprostowania to nie to, że książka absolutnie mi się nie podobała. Nie była po prostu fascynująca/ fantastyczna/rewelacyjna no nie urzekła mnie.
Do tej pory zastanawiam sie czy to ze mną coś nie tak, czy serio tych ktorych to romansidło nie urzekło jest tak niewiele? A może jest wielu ale się nie ujawniają - Halo jesteście tu! Ukażcie sie i połączmy sie w bólu!!! (z przymrużeniem oka :D ). A tak na poważnie- nie mam nic do tych którym sie to podoba bo każdy ma swój gust. Ale czy może mi ktos łopatologicznie wyjaśnić gdzie tu fenomen tej książki i zarówno filmu? No nie mogę tego zrozumieć. Co tu jest takiego fantastycznego? Romans który sie kroi miedzy Anastazja i Christianem czy to porno BDMS które ktos odważył sie wpuścić na ekrany kin? Przecież jak ktoś chce sobie włączyć porno to w necie jest tego od groma i to do koloru i do wyboru. Przyznam się szczerze, że przez chwilę kiełkowała myśl czy by nie wybrać sie do kina i zobaczyć wokoło czego taki szum. Na szczęście w porę do akcji wkroczył rozsadek i wyperswadował mi to z głowy. Wolę wydać kasę na bilet na film który przynajmniej wiem że mi sie spodoba a nie po to, żeby zaspokoić swoja ciekawość. Za to do obrzydzenia wszędzie GREYOfobia: Tv, radio, prasa, Internet a nawet fb huczy o Greyu. Tego juz zrozumieć nie mogę.
Jak dla mnie niema sie czym tu podniecać. A wy? Co sadzicie o filmie/książce? Jesteście z tych fanów czy "anty fanów". Może uważacie, że to "porno dla mamusiek" (swoją drogą tez nie rozumiem tego stwierdzenia bo co to ma do mamusiek?????)? A może pozostajecie na neutralnym stanowisku? Albo jesteście z tych którzy sie tym zachwycają i sa w stanie przetłumaczyć mi ze się mylę i postawić sensowne argumenty ze to hit? :)


(podkreślam że mój post nie jest żadnym atakiem tylko wyrażam własne zdanie i zachęcam do dyskusji ;) )

czwartek, 26 lutego 2015

Zestaw "Wesołe zwierzątka" firmy Canpol babies- opinia

Dzieki Blogosferze dostaliśmy z synkiem do testowania cudowny zestaw obiadowy i butelkę treningową "Wesołe zwierzątka" firmy Canpol babies.



Wygląd: Zestaw ten ma śliczną grafikę. Jest w kolorach neutralnych więc nadaje się i dla dziewczynki i dla chłopca. Super, że można do kompletu z takim samym wzorem dokupić śliniaczek i butelkę treningową (my akurat butelkę dostaliśmy wraz z zestawem). Więcej wzorów kolorystycznych znajdziecie tutaj- butelki, talerzyki.

Jakość: Zestaw wykonany został z bardzo cienkiego plastiku przez co jest strasznie leciutki i wbrew pozorom wydaje się być odpornym na pęknięcia. Plastik sprawia wrażenie jakby był elastyczny. Butelka treningowa również jest leciutka i praktyczna. Posiada widełki by dziecko samo mogło sobie przytrzymać butelkę. Ustnik jest silikonowy. Jedyne co moim zdaniem jest nie dopracowane to zamkniecie od butelki- mogłoby być w jakiś sposób zaczepione do nakrętki lub w innym kolorze bo przez to, że jest przeźroczyste Igor już kilka razy to gdzieś gwiznął a ja potem szukałam. Podoba mi się tez opływowy kształt butelki i z tej strony z której jest to wycięcie na rączkę powierzchnia jest chropowata tak wiec i bez widełek butelka wygodna w trzymaniu.

Cena: Za kubek treningowy +/- 13 zł a za zestaw +/- 27 zł.

Opinia ogólna: Generalnie jestem zadowolona z zestawu. Powierzchnia póki co się nie ściera wiec grafika na zestawie i butelce jest wciąż wyraźna a używam produktów już prawie miesiąc gdzie np. miseczka jest używana praktycznie codziennie. Do tego z tym zestawem zrobiliśmy pierwszy krok ku samodzielnemu jedzeniu i synek sam zajada obiadki o konsystencji stałej. Również i picie z kubeczka nie sprawia większych trudności bo kubeczek jest mały i poręczny jednakże z racji że zazwyczaj napoje lądują nie tylko w brzuszku ale i na brzuszku i nie tylko ;) picie z kubeczka odkładamy na później :). Ja zdecydowanie polecam.




A blogosfera w tym miesiącu ma do zaoferowania taką o to śliczną karuzelę:


Zachęcam do zgłaszania się do testów jak i do organizacji konkursu :).


 

niedziela, 8 lutego 2015

Akcja #Lepszyporód

Od dłuższego czasu co rusz gdzieś obijało mi się o uszy...znaczy oczy akcja #lepszyporod. Właściwie pierwsze konkretne informacje o całym przedsięwzięciu napłynęły do mnie z serwisu Baby online. Ale nie była to moja pierwsza i jedyna styczność z akcją. Dopiero ten artykuł uświadomił mi na czym to polega i, że tak na prawdę każda z nas ma możliwość podzielić się ze swoimi szpitalnymi przeżyciami. Niekoniecznie tymi złymi ale i tymi dobrymi. Z napięciem czytałam zwierzenia redaktorek z Baby online. Przeżywałam wraz z nimi te chwile i niekiedy świetnie rozumiałam z czym tak na prawdę przyszło się im zmierzyć. Odszukałam fanpage Lepszy Poród i już wtedy postanowiłam- stworzę własną kartkę!





Aktualnie jest ona już w zbiorze innych kartek na fanpage i każda mama (i nie tylko!) może zapoznać się z tym co ja przeżywałam rodząc pierwsze dziecko.

Na czym polega akcja #lepszyporod? 

„Lepszy poród” to oddolna inicjatywa kobiet na rzecz lepszej opieki okołoporodowej. Mamy dobre prawo okołoporodowe – czas, by zaczęło być respektowane we wszystkich placówkach medycznych!
Akcja ta jest formą protestu przeciwko nadużyciom, których ciągle doświadczają kobiety na polskich porodówkach. Wierzymy, że zebrane tu świadectwa będą pomocą dla lekarzy, symbolicznym oczyszczeniem dla matek oraz parasolem ochronnym dla przyszłych rodzących.

...tak wiem poszłam na łatwiznę i skopiowałam to z samej oficjalnej strony Lepszy Poród ale uważam, że zostało to tutaj na prawdę świetnie ujęte. (więcej szczegółów w linku)

 Co zrobić by móc samemu przyłączyć się do akcji?
Właściwie niewiele-wystarczy napisać kartkę, zrobić zdjęcie jak trzymamy kartkę (można również uchwycić swoją twarz) lub jak leży na stole (ewentualnie widziałam też zdjęcia kartek napisanych w wordzie) i przesłać na adres meilowy akcja@lepszyporod.pl lub w wiadomości prywatnej na fanpage Lepszy Poród.

Co nam daje przyłączenie się do akcji?
Nam może niewiele poza wylaniem swej radości bądź goryczy ale dużo daje z pewnościom tym mamom przed którymi dopiero czas zmagań na porodówce z personelem. Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi a dobrze być świadomym jakie prawa ma kobieta rodząca i na co absolutnie nie możemy przyzwolić.

Sama żałuję, że tak niewiele wiedziałam idąc rodzić po raz pierwszy. Gdybym była bardziej świadoma z pewnością do wielu sytuacji opisanych na mojej kartce po prostu bym nie dopuściła.
Co najgorsze złe traktowanie kobiet podczas porodu niekiedy rzutuje na decyzję czy mieć więcej dzieci czy nie. Czasami kobieta z upływem czasu jakoś radzi sobie ze złymi wspomnieniami (tak jak było ze mną) a czasami boi się podjąć decyzję o kolejnej ciąży i kolejnym porodzie.

Ja sumiennie będę przyklaskiwać całej akcji bo uważam to za coś na prawdę świetnego! Dopinguję też mamom, które będą rodzić aby były bardziej świadome swoich praw!

Dziękuję za uwagę :).


środa, 4 lutego 2015

Poród fizjologiczny (naturalny), poród siłami natury i drogami natury- czy to to samo?

Do tej pory poród dzieliłam na dwie kategorie: CC- cesarskie cięcie i SN- siłami natury.
Jakie było moje zdziwienie gdy dzisiaj trafiłam na ten artykuł. To uświadomiło mnie że niekiedy stwierdzenie "rodziłam siłami natury" jest błędnie używane i że rodzaje porodu mają nieco więcej kategorii niż te dwie wyżej wymienione.
Już kiedyś spotkałam się z sytuacją, że przy wizycie u lekarza z moją pierworodną lekarz mnie upomniała, że poród za pomocą kleszczy nie był porodem sn. Nie wiedziałam wtedy o co chodzi....myślałam, że lekarze dzielą to sami sobie na jakieś podkategorie a dla mnie poród po prostu jest albo sn albo cc. Rzeczywistość jest jednak inna. Może to tylko ja jestem taka niedoinformowana, może jest nas więcej....ale właśnie dla tych niedoinformowanych postanowiłam napisać ten post ;).
Czym się więc różni poród fizjologiczny (naturalny) od porodu siłami natury i drogami natury? Bo definicja CC chyba nie muszę przytaczać? ;)




Poród fizjologiczny (naturalny): jest to poród spontaniczny który przebywa całkowicie w naturalny sposób. Skurcze pojawiają się samoistnie i wszystko przebywa w swoim tempie bez ingerencji medycznej i farmakologicznej. Dziecko rodzi się w prawidłowy sposób (główką do dołu między 37-40 tyg. ciąży) i cały przebieg porodu jest bez ryzyka. Również przy takim porodzie wykluczamy całkowicie nacięcie krocza.

Poród siłami natury: jest to poród, w którym dziecko rodzi dzięki sile naturalnej czynności skurczowej macicy matki. Czołową rolę ogrywa tu oksytocyna (wytworzona przez organizm kobiety oczywiście ;) ), adrenalina i endorfiny. Chodź przyznam że jak dla mnie (takiego zielonka, który nie wie jak wygląda to z punktu widzenia medycznego :D) to jest praktycznie to samo co poród fizjologiczny.

Poród drogami natury: no i tutaj oczywiście dokładnie prawie to samo co wyżej z tą różnicą, że w tym wypadku jest już ingerencja i medyczna i farmakologiczna (nacięcie krocza, kroplówka z oksytocyną, znieczulenie, kleszcze itp.).

Doszukałam się również informacji, że porodów naturalnych w Polsce jest tylko 7%!! Jak dla mnie to tragicznie mało! Na własnym przykładzie widzę, że lekarze idą czasami na łatwiznę i chcą nieco przyspieszyć akcję porodową. Miałam w końcu dwa porody wywoływane kroplówką, oba z nacięciem krocza i jedno zakończone kleszczami. Dodam, że nie było takiej konieczności. W obu przypadkach stawiłam się w szpitalu zbyt szybko bo wydawało mi się, że już coś się dzieje. W obu przypadkach lekarze woleli podłączyć mnie od razu pod kroplówkę by po 4,5 godzinie było po wszystkim niż poczekać aż coś się samo rozkręci. Rodziłam w odstępie 4 lat w tym samym szpitalu i sposób postępowania wciąż ten sam. Wcześniej mnie to tak nie raziło...to wywoływanie porodu przez kroplówkę. Niestety im więcej lubię "dzieciowych" fan page na fb, im więcej przesiaduję na "mamowych" forach tym więcej informacji do mnie dociera. A ja??...Zaczynam być coraz bardziej świadoma, że mogłam nie dopuścić do tych kroplówek. Niestety świadoma po fakcie. W końcu nie na darmo się mówi "mądry polak po szkodzie". No ale cóż poradzić? Było, minęło i nie da się czasu cofnąć.
Po tym artykule który przeczytałam wychodzi jednak że najlepszy dla dziecka jest właśnie ten poród całkowicie naturalny (nie pierwszy raz spotykam się z tą opinią).



A jak było u Was?
Jaki poród miałyście (lub Wasze żony miały)?
A może jaki poród planujecie?
Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.

czwartek, 29 stycznia 2015

Recenzja kubków 360 stopni firmy LOVI

Po solidnym testowaniu mogę z czystym sumieniem przedstawić Wam moją opinię o kubkach 360 stopni firmy LOVI.



Zanim jednak przejdę do mojej opinii przedstawie informację od producenta o produkcie:

Picie jak ze szklanki, ale bez rozlewania
Kubek LOVI 360°ułatwia przechodzenie od ssania płynu z kubka treningowego i kubka niekapka do picia ze szklanki. Dzięki innowacyjnemu systemowi uszczelniania przyzwyczaja dziecko do naturalnego sposobu picia (jak z otwartego kubka), ale bez rozlewania. Posiada opatentowaną ochronę przed bakteriami.

Cechy kubka LOVI 360°:
  • picie jak ze szklanki
  • ochrona przed rozlewaniem
  • antybakteryjność
 Nakrętka 360° umożliwia zassanie płynu z każdego miejsca wokół krawędzi. Posiada ochronę antybakteryjną.
 Innowacyjny system uszczelniania Łatwy do umycia, umożliwia picie bez rozlewania, ale celowo nie jest niekapkiem (przy silnym potrząśnięciu lub upadku wydobywają się krople płynu) - uczy dziecko kontoli ruchów i przygotowuje do picia  z otwartego kubka. Uszczelka do kubka jest również sprzedawana osobno.
 Profilowane, antypoślizgowe uchwyty dostosowane są do małych rączek dziecka, posiadają gumowaną antypoślizgową powłokę.
 Ochrona antybakteryjna SteriTouch wykorzystuje naturalne, antybakteryjne właściwości srebra i pozwala na zredukowanie populacji bakterii, aż do 99,99% w ciągu 24 godzin.
 Kapsel chroni nakrętkę kubka przed zabrudzeniem.
 Kompatybilna nakrętka może być stosowana wymiennie z nakrętką kubka Hot&Cold Friends.
 Stabilna podstawa poszerzona i pokryta dodatkową warstwą gumy (w kubkach mini i junior).

W zestawie:

  • kapsel
  • nakrętka
  • pojemnik
  • uchwyty (przy kubkach mini i junior)
Kubki są dostępne w trzech pojemnościach:
  • 210 ml (mini - 9m+)
  • 250 ml (junior - 12m+)
  • 350 ml (active - 14m+)
(źródło informacji oraz możliwość sprawdzenia dostępności tutaj
Moja opinia:



Świetna alternatywa jeżeli chcemy dziecko przyzwyczajać do szklanek, kubeczków itd. bez zbytniego rozlewania napoi na lewo i prawo ;). 
Producent podaje informację, że ułatwia przechodzenie od ssania płynu z kubka treningowego i kubka niekapka do picia ze szklanki - w naszym przypadku natomiast był to niezły przeskok bo my od razu po zwykłej butelce przeszliśmy właśnie do kubeczka 360. Nie był to mój kaprys tylko kaprys mego syna- nie chciał się przekonać do niekapka, koniec, kropka. 
 Kubeczki są dostępne w trzech pojemnościach i każda pojemność jest przypisana do konkretnego wieku dziecka. Proszę mi jednak uwierzyć, że kubeczki nie różnią się kompletnie niczym (poza pojemnością oczywiście)- nakrętki i uszczelki są rozmiaru uniwersalnego czyli pasują i do tych 210ml kubków a nawet do tych 350ml. Myśmy w ogóle nie mieli tego najmniejszego tylko od razu zaczynałam od rozmiaru JUNIOR i właściwie wciąż z tego korzystamy (ten największy kubeczek czeka na swoją kolej ;) ). Pierwsze podejście do kubeczka robiliśmy gdy Młody miał niecałe 9 miesięcy (czyli mniej więcej jak jest przeznaczenie najmniejszego kubeczka). Niestety pomimo wielu prób Igor nie kminił o co biega. Usłyszałam rady by odginać uszczelkę by dziecko zobaczyło że coś tam leci i wtedy powinien załapać ssanie. Nie byłam do końca do tego przekonana jednakże miałam na uwadze ten sposób jeżeli Młody okazałby się niezwykle toporny w nauce picia z tego wynalazku (jak zresztą oporny był do niekapka ;) ). Później na chwilę zaniechałam próbom i po jakimś czasie ponownie spróbowałam (gdy młody miał 10,5 miesiąca)....ALLELUJA! Załapał przy pierwszym podejściu! Bez odginania uszczelki! Wniosek? Myślę, że musiał dojrzeć do tego. Każde dziecku uczy się w swoim tempie i w swoim tempie pewne informacje przyswaja. Był to dla nas też przełom w kwestii picia (tak to jest jeżeli  picie wprowadza się dopiero od 6 miesiąca bo dziecko jest na piersi). Sporo wysiłku kosztowało mnie aby nauczyć pić go chociaż soczki, później równe tyle nauka picia wody i pomimo rozcieńczania soczków, sama woda była beee. Właśnie z kubkiem 360 stopni Igor przekonał się do wody co mnie bardzo cieszy :). 


To tyle jeżeli chodzi o ogóły a konkrety?
Super jest to (jak zresztą mówi sama nazwa 360 stopni) że z której strony dziecko nie złapie kubka po prostu się z niego napije. Podczas picia nic kompletnie się nie rozlewa więc uszczelka zdaje egzamin nawet po wielokrotnym użyciu (w przypadku zużycia można bez problemu ją dokupić). Niestety kubek nie jest odporny z tym rozlewanie przy mocniejszych wstrząsach czy upadku (Igor uwielbia grzmocić nim o krzesełko do karmienia). Nie jest to niekapek jak zaznacza to producent ale trzeba mieć na uwadze że takie nawet 9 miesięczne dziecko może narobić kubeczkiem dużego bałaganu bo nieco ciężko mu wytłumaczyć pewne kwestie więc zalecam praktykować zasadę "albo pijesz albo oddaj kubek:)" co by sobie nie dodawać dodatkowej roboty :). Kubeczki faktycznie mają antypoślizgową powłoczkę i nie trzeba się martwić że "rączki/widełki" całkiem przypadkiem się dziecku wymskną. W zestawie jest też kapsel który no niestety ma plusy i minusy...minus-trzeba się czasami nagimnastykować by otworzyć, plus- dziecko samo sobie nie otworzy ;). Spełnia też swoją funkcję jaką jest chronienie aby płyny nie wydostały się na zewnątrz np. w czasie podróży (oj nie raz zdarzało mi się wyciągać kubek do góry nogami z torebki- wszystko suche) Podoba mi się też to, że podstawa w kubkach mini i junior jest poszerzona i pokryta gumą co dodaje kubkowi stabilności. Niestety kubek activ (ten największy) tego udogodnienia niema i zastanawiam się już teraz czy to dobrze czy źle....
Ogólnie uważam ten produkt za fantastyczny. Na pewno nie zrezygnujemy z niego szybko (no chyba że przyjdzie na to czas ;) ). Z czystym sumieniem mogę go polecić innym mamom ale to kiedy i czy w ogóle dziecko się do niego przekona to już sprawa indywidualna. Znam dzieci którym kubek po prostu nie pasuje ale to jest tak jak z moim Młodym i przekonywaniem go do niekapka :). Mamy próbujcie przekonać swoje pociechy a nawet wielokrotnie bo na moim przykładzie- dziś nie będzie chciało dziecko pić a jutro zrobi to bez najmniejszego sprzeciwu. :)

środa, 28 stycznia 2015

Blogosfera

Dziś króciutko. Jeszcze 3 dni można zgłaszać swój blog na BLOGOSFERZE by móc testować produkty Canpol babies. Ewentualnie jeżeli nie chcesz testować a chcesz, żeby dany produkt był nagrodą w Twoim konkursie to i taka możliwość oczywiście jest :). Zapraszam więc gorąco do Blogosfery bo w tym miesiącu taki o to cudowny zestawik:

czwartek, 22 stycznia 2015

Jaka różnica wieku najodpowiedniejsza między rodzeństwem?

Od dłuższego czasu zaobserwowałam wysyp pytań, czy to wirtualnie czy to nawet w realu typu "Jaka jest najodpowiedniejsza różnica wieku między rodzeństwem? Kiedy zdecydować się na drugie/trzecie/czwarte....dziesiąte dziecko?". Nie wiem, może jestem dziwna...może mam inne poglądy ale cholerka niema bardziej irytującego pytania! Bo przepraszam ale czy faktycznie jest coś takiego jak "najodpowiedniejsza różnica wieku"? Może są jakieś książkowe teorie? Albo psychologiczne teorie? Może jestem nieuświadomiona i tak na prawdę są jakieś schematy według których trzeba się trzymać? Opsss....przepraszam ja się tam tym nie kierowałam decydując się na drugie dziecko.
Te pytania pojawiają się nawet na facebooku na różnych FanPage. Czytam z ciekawości...ale opinie są tak różne. Jedni mówią rok, inni 2, inni 3.....i zaczyna się licytacja kto ma rację i stawianie własnych argumentów. A wiecie co? A ja Wam powiem, że każdy ma na swój sposób rację. Natomiast nie rozumiem w jaki sposób pomaga to osobie pytającej? Ja po takiej licytacji miałabym jeszcze większy mętlik w głowie....z pewnością by mi to nie pomogło. No i dlaczego to Grażynka ma decydować o tym kiedy mam urodzić drugie dziecko bo jej zdaniem rok po roku jest idealnie, albo dlaczego to Basia ma zadecydować, że mam jeszcze zaczekać skoro najlepiej odczekać z 3 lata? (zbieżność imion i nazwisk jest przypadkowa :P)
Decyzja o tym kiedy urodzić kolejne dziecko powinna być indywidualna ewentualnie a nawet koniecznie po skonsultowaniu z mężem, narzeczonym, partnerem, chłopakiem, kochankiem....czy kim tam jeszcze jest ojciec Naszych dzieci. Ja rozumiem, że ma się na względzie dobro dzieci. Jednak czy faktycznie jeżeli różnica między dziećmi wynosi nawet 5 lat to dzieci są pokrzywdzone? Moim zdaniem nie....moim zdaniem każda pora jest odpowiednia na kolejne dziecko...czy różnica będzie wynosi 1,2,3....czy nawet 16 lat albo i jeszcze więcej.
Jestem najstarsza z mojego rodzeństwa. Brat jest rok młodszy...no i mając na uwadze dzieci rok po roku- argumenty rodziców że rok po roku jest najlepiej: "będą się razem bawić", "są prawie jak rówieśnicy".
Moje wspomnienia z dzieciństwa a przynajmniej z okresu który pamiętam: wojny, wojny, wojny.....tak wyglądały moje relacje z bratem ;). Owszem bawiliśmy się razem ale większą część dzieciństwa zmarnowaliśmy na kłótnie, sprzeczki, bicie się....chodź jak przyszło co do czego to jeden drugiego potrafił bronić. Jednakże mi przeszkadzało że on goni moją klasę bo przecież chodził tylko do klasy niżej i kochał się w moim koleżankach licząc że rok różnicy niema tu znaczenia....dla niektórych nie miało. Teraz kiedy jesteśmy dorośli nie zwracam tak uwagi czy on jest rok czy 5 lat młodszy. Nie robiłoby mi to kompletnie różnicy....jesteśmy już na tym etapie kiedy uważamy siebie za równych.
Jestem też siostrą o 16 lat młodszej siostry. Duża różnica prawda? No ale rodzice czekali na lepsze warunki by móc fundnąć mi wymarzoną siostrę. Doczekałam się. Ale jestem dla niej bardziej jak druga matka. No bo już się z nią tak nie pobawię jak z bratem kiedyś, nie pobiegam po podwórku i nie znajdę podobnych zainteresowań. Przynajmniej nie na tym etapie wieku w którym jest teraz. Ale na pewno będę służyć ramieniem gdy tego będzie potrzebować, pomogę jeżeli zajdzie taka konieczność, zaopiekuję się gdy będzie trzeba...dam jej z siebie tyle ile jestem w stanie dać. A ona w obecnej chwili wychowuje się prawie jak jedynaczka bo ma dużo starsze rodzeństwo. Za to jest wspaniałą towarzyszką zabaw dla mojej prawie 5 letniej córki. 3 lata które je dzielą kompletnie nie są dla nich żadną przeszkodą. Pobawią się razem, pokłócą...żyją jak siostry. Czasem trzeba je na dwa dni odseparować bo wiecznie są sprzeczki, a czasami są jak papużki nierozłączki.
Czy ja się gdzieś u kogoś doradzałam kiedy zdecydować się na drugie? Nie. Ja po prostu żyłam chwilą do momentu aż któregoś dnia usiadłam i stwierdziłam "chce drugie, jestem gotowa". Niestety nie było to takie proste bo to musi być decyzja dwóch osób a tu tylko jedne chciało ;). Ale od razu podkreślam że mimo iż chciałam i tak nie robiłam czegoś wbrew mojej drugiej połówce. Los sam tak chciał że zdarzyła sie druga wpadka. Żadne z nas nie żałuje nawet on.
W moim przypadku więc między dziećmi jest 3,5 roku różnicy. Mało, dużo? Odpowiednio. Starsza siostra troszczy się o młodszego brata, dba o niego i niekiedy sama uparcie chce przy nim coś zrobić. Poczuwa się do odpowiedzialności jako starsza siostra nad młodszym bratem. Zdarzają się już teraz sprzeczki ale kto powiedział, że z taką różnicą wieku nie mogą się razem bawić?
Może jestem egoistką, może jestem wygodna ale nie wyobrażam sobie mieć dzieci rok po roku. Tak mi dobrze. Mam pomoc ze strony córy, jest lżej finansowo bo nie musze kupować tyle pampków no i przede wszystkim córa dużo rozumie- co jej wolno czego nie, nie jest zazdrosna i mogę jej przetłumaczyć że braciszkowi trzeba więcej uwagi poświęcić.
Cofając się też 4 lata wstecz nie byłabym w stanie zdecydować się na jedno po drugim. Przez rok po porodzie towarzyszył mi uraz do porodów i zapewnianie wszystkich "nigdy więcej!". Do tego tylko moja druga połówka pracowała, mieszkaliśmy z teściową i szwagrem i   mieliśmy malutki pokoik gdzie ledwo we troje się mieściliśmy to gdzie jeszcze drugie dziecko. 
Moja rada na koniec: chcesz wiedzieć jaka różnica wieku jest najodpowiedniejsza? Posłuchaj swojego serca, zajrzyj do portfela i zdaj się na intuicję a nie kieruj się tym co kto ma do powiedzenia ;) bo to czy różnica będzie mniejsza czy większa niema tu znaczenia. Dzieci jak będą chciały to się dogadają albo nie bez względu na różnice wieku.
No to się rozpisałam :P.
Na koniec jeszcze dzisiejsza fotka moich kochających się pociech :)