Do tej pory poród dzieliłam na dwie kategorie: CC- cesarskie cięcie i SN- siłami natury.
Jakie było moje zdziwienie gdy dzisiaj trafiłam na ten artykuł. To uświadomiło mnie że niekiedy stwierdzenie "rodziłam siłami natury" jest błędnie używane i że rodzaje porodu mają nieco więcej kategorii niż te dwie wyżej wymienione.
Już kiedyś spotkałam się z sytuacją, że przy wizycie u lekarza z moją pierworodną lekarz mnie upomniała, że poród za pomocą kleszczy nie był porodem sn. Nie wiedziałam wtedy o co chodzi....myślałam, że lekarze dzielą to sami sobie na jakieś podkategorie a dla mnie poród po prostu jest albo sn albo cc. Rzeczywistość jest jednak inna. Może to tylko ja jestem taka niedoinformowana, może jest nas więcej....ale właśnie dla tych niedoinformowanych postanowiłam napisać ten post ;).
Czym się więc różni poród fizjologiczny (naturalny) od porodu siłami natury i drogami natury? Bo definicja CC chyba nie muszę przytaczać? ;)
Poród fizjologiczny (naturalny): jest to poród spontaniczny który przebywa całkowicie w naturalny sposób. Skurcze pojawiają się samoistnie i wszystko przebywa w swoim tempie bez ingerencji medycznej i farmakologicznej. Dziecko rodzi się w prawidłowy sposób (główką do dołu między 37-40 tyg. ciąży) i cały przebieg porodu jest bez ryzyka. Również przy takim porodzie wykluczamy całkowicie nacięcie krocza.
Poród siłami natury: jest to poród, w którym dziecko rodzi dzięki sile naturalnej czynności skurczowej macicy matki. Czołową rolę ogrywa tu oksytocyna (wytworzona przez organizm kobiety oczywiście ;) ), adrenalina i endorfiny. Chodź przyznam że jak dla mnie (takiego zielonka, który nie wie jak wygląda to z punktu widzenia medycznego :D) to jest praktycznie to samo co poród fizjologiczny.
Poród drogami natury: no i tutaj oczywiście dokładnie prawie to samo co wyżej z tą różnicą, że w tym wypadku jest już ingerencja i medyczna i farmakologiczna (nacięcie krocza, kroplówka z oksytocyną, znieczulenie, kleszcze itp.).
Doszukałam się również informacji, że porodów naturalnych w Polsce jest tylko 7%!! Jak dla mnie to tragicznie mało! Na własnym przykładzie widzę, że lekarze idą czasami na łatwiznę i chcą nieco przyspieszyć akcję porodową. Miałam w końcu dwa porody wywoływane kroplówką, oba z nacięciem krocza i jedno zakończone kleszczami. Dodam, że nie było takiej konieczności. W obu przypadkach stawiłam się w szpitalu zbyt szybko bo wydawało mi się, że już coś się dzieje. W obu przypadkach lekarze woleli podłączyć mnie od razu pod kroplówkę by po 4,5 godzinie było po wszystkim niż poczekać aż coś się samo rozkręci. Rodziłam w odstępie 4 lat w tym samym szpitalu i sposób postępowania wciąż ten sam. Wcześniej mnie to tak nie raziło...to wywoływanie porodu przez kroplówkę. Niestety im więcej lubię "dzieciowych" fan page na fb, im więcej przesiaduję na "mamowych" forach tym więcej informacji do mnie dociera. A ja??...Zaczynam być coraz bardziej świadoma, że mogłam nie dopuścić do tych kroplówek. Niestety świadoma po fakcie. W końcu nie na darmo się mówi "mądry polak po szkodzie". No ale cóż poradzić? Było, minęło i nie da się czasu cofnąć.
Po tym artykule który przeczytałam wychodzi jednak że najlepszy dla dziecka jest właśnie ten poród całkowicie naturalny (nie pierwszy raz spotykam się z tą opinią).
A jak było u Was?
Jaki poród miałyście (lub Wasze żony miały)?
A może jaki poród planujecie?
Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.
środa, 4 lutego 2015
czwartek, 29 stycznia 2015
Recenzja kubków 360 stopni firmy LOVI
Po solidnym testowaniu mogę z czystym sumieniem przedstawić Wam moją opinię o kubkach 360 stopni firmy LOVI.
Zanim jednak przejdę do mojej opinii przedstawie informację od producenta o produkcie:



Nakrętka 360° umożliwia zassanie płynu z każdego miejsca wokół krawędzi. Posiada ochronę antybakteryjną.
Innowacyjny system uszczelniania Łatwy
do umycia, umożliwia picie bez rozlewania, ale celowo nie jest
niekapkiem (przy silnym potrząśnięciu lub upadku wydobywają się krople
płynu) - uczy dziecko kontoli ruchów i przygotowuje do picia z
otwartego kubka. Uszczelka do kubka jest również sprzedawana osobno.
Profilowane, antypoślizgowe uchwyty dostosowane są do małych rączek dziecka, posiadają gumowaną antypoślizgową powłokę.
Ochrona antybakteryjna SteriTouch wykorzystuje
naturalne, antybakteryjne właściwości srebra i pozwala na zredukowanie
populacji bakterii, aż do 99,99% w ciągu 24 godzin.
Kapsel chroni nakrętkę kubka przed zabrudzeniem.
Kompatybilna nakrętka może być stosowana wymiennie z nakrętką kubka Hot&Cold Friends.
Stabilna podstawa poszerzona i pokryta dodatkową warstwą gumy (w kubkach mini i junior).
Zanim jednak przejdę do mojej opinii przedstawie informację od producenta o produkcie:
Picie jak ze szklanki, ale bez rozlewania
Kubek
LOVI 360°ułatwia przechodzenie od ssania płynu z kubka treningowego i
kubka
niekapka do picia ze szklanki. Dzięki innowacyjnemu systemowi
uszczelniania przyzwyczaja dziecko do naturalnego sposobu picia (jak z
otwartego kubka), ale bez rozlewania. Posiada opatentowaną ochronę przed
bakteriami.
Cechy kubka LOVI 360°:
- picie jak ze szklanki
- ochrona przed rozlewaniem
- antybakteryjność
Nakrętka 360° umożliwia zassanie płynu z każdego miejsca wokół krawędzi. Posiada ochronę antybakteryjną.
Innowacyjny system uszczelniania Łatwy
do umycia, umożliwia picie bez rozlewania, ale celowo nie jest
niekapkiem (przy silnym potrząśnięciu lub upadku wydobywają się krople
płynu) - uczy dziecko kontoli ruchów i przygotowuje do picia z
otwartego kubka. Uszczelka do kubka jest również sprzedawana osobno.
Profilowane, antypoślizgowe uchwyty dostosowane są do małych rączek dziecka, posiadają gumowaną antypoślizgową powłokę.
Ochrona antybakteryjna SteriTouch wykorzystuje
naturalne, antybakteryjne właściwości srebra i pozwala na zredukowanie
populacji bakterii, aż do 99,99% w ciągu 24 godzin.
Kapsel chroni nakrętkę kubka przed zabrudzeniem.
Kompatybilna nakrętka może być stosowana wymiennie z nakrętką kubka Hot&Cold Friends.
Stabilna podstawa poszerzona i pokryta dodatkową warstwą gumy (w kubkach mini i junior).
W zestawie:
- kapsel
- nakrętka
- pojemnik
- uchwyty (przy kubkach mini i junior)
Kubki są dostępne w trzech pojemnościach:
- 210 ml (mini - 9m+)
- 250 ml (junior - 12m+)
- 350 ml (active - 14m+)
Moja opinia:
Świetna alternatywa jeżeli chcemy dziecko przyzwyczajać do szklanek, kubeczków itd. bez zbytniego rozlewania napoi na lewo i prawo ;).
Producent podaje informację, że ułatwia przechodzenie od ssania płynu z kubka treningowego i
kubka
niekapka do picia ze szklanki - w naszym przypadku natomiast był to niezły przeskok bo my od razu po zwykłej butelce przeszliśmy właśnie do kubeczka 360. Nie był to mój kaprys tylko kaprys mego syna- nie chciał się przekonać do niekapka, koniec, kropka.
Kubeczki są dostępne w trzech pojemnościach i każda pojemność jest przypisana do konkretnego wieku dziecka. Proszę mi jednak uwierzyć, że kubeczki nie różnią się kompletnie niczym (poza pojemnością oczywiście)- nakrętki i uszczelki są rozmiaru uniwersalnego czyli pasują i do tych 210ml kubków a nawet do tych 350ml. Myśmy w ogóle nie mieli tego najmniejszego tylko od razu zaczynałam od rozmiaru JUNIOR i właściwie wciąż z tego korzystamy (ten największy kubeczek czeka na swoją kolej ;) ). Pierwsze podejście do kubeczka robiliśmy gdy Młody miał niecałe 9 miesięcy (czyli mniej więcej jak jest przeznaczenie najmniejszego kubeczka). Niestety pomimo wielu prób Igor nie kminił o co biega. Usłyszałam rady by odginać uszczelkę by dziecko zobaczyło że coś tam leci i wtedy powinien załapać ssanie. Nie byłam do końca do tego przekonana jednakże miałam na uwadze ten sposób jeżeli Młody okazałby się niezwykle toporny w nauce picia z tego wynalazku (jak zresztą oporny był do niekapka ;) ). Później na chwilę zaniechałam próbom i po jakimś czasie ponownie spróbowałam (gdy młody miał 10,5 miesiąca)....ALLELUJA! Załapał przy pierwszym podejściu! Bez odginania uszczelki! Wniosek? Myślę, że musiał dojrzeć do tego. Każde dziecku uczy się w swoim tempie i w swoim tempie pewne informacje przyswaja. Był to dla nas też przełom w kwestii picia (tak to jest jeżeli picie wprowadza się dopiero od 6 miesiąca bo dziecko jest na piersi). Sporo wysiłku kosztowało mnie aby nauczyć pić go chociaż soczki, później równe tyle nauka picia wody i pomimo rozcieńczania soczków, sama woda była beee. Właśnie z kubkiem 360 stopni Igor przekonał się do wody co mnie bardzo cieszy :).
To tyle jeżeli chodzi o ogóły a konkrety?
Super jest to (jak zresztą mówi sama nazwa 360 stopni) że z której strony dziecko nie złapie kubka po prostu się z niego napije. Podczas picia nic kompletnie się nie rozlewa więc uszczelka zdaje egzamin nawet po wielokrotnym użyciu (w przypadku zużycia można bez problemu ją dokupić). Niestety kubek nie jest odporny z tym rozlewanie przy mocniejszych wstrząsach czy upadku (Igor uwielbia grzmocić nim o krzesełko do karmienia). Nie jest to niekapek jak zaznacza to producent ale trzeba mieć na uwadze że takie nawet 9 miesięczne dziecko może narobić kubeczkiem dużego bałaganu bo nieco ciężko mu wytłumaczyć pewne kwestie więc zalecam praktykować zasadę "albo pijesz albo oddaj kubek:)" co by sobie nie dodawać dodatkowej roboty :). Kubeczki faktycznie mają antypoślizgową powłoczkę i nie trzeba się martwić że "rączki/widełki" całkiem przypadkiem się dziecku wymskną. W zestawie jest też kapsel który no niestety ma plusy i minusy...minus-trzeba się czasami nagimnastykować by otworzyć, plus- dziecko samo sobie nie otworzy ;). Spełnia też swoją funkcję jaką jest chronienie aby płyny nie wydostały się na zewnątrz np. w czasie podróży (oj nie raz zdarzało mi się wyciągać kubek do góry nogami z torebki- wszystko suche) Podoba mi się też to, że podstawa w kubkach mini i junior jest poszerzona i pokryta gumą co dodaje kubkowi stabilności. Niestety kubek activ (ten największy) tego udogodnienia niema i zastanawiam się już teraz czy to dobrze czy źle....
Ogólnie uważam ten produkt za fantastyczny. Na pewno nie zrezygnujemy z niego szybko (no chyba że przyjdzie na to czas ;) ). Z czystym sumieniem mogę go polecić innym mamom ale to kiedy i czy w ogóle dziecko się do niego przekona to już sprawa indywidualna. Znam dzieci którym kubek po prostu nie pasuje ale to jest tak jak z moim Młodym i przekonywaniem go do niekapka :). Mamy próbujcie przekonać swoje pociechy a nawet wielokrotnie bo na moim przykładzie- dziś nie będzie chciało dziecko pić a jutro zrobi to bez najmniejszego sprzeciwu. :)
środa, 28 stycznia 2015
Blogosfera
Dziś króciutko. Jeszcze 3 dni można zgłaszać swój blog na BLOGOSFERZE by móc testować produkty Canpol babies. Ewentualnie jeżeli nie chcesz testować a chcesz, żeby dany produkt był nagrodą w Twoim konkursie to i taka możliwość oczywiście jest :). Zapraszam więc gorąco do Blogosfery bo w tym miesiącu taki o to cudowny zestawik:
czwartek, 22 stycznia 2015
Jaka różnica wieku najodpowiedniejsza między rodzeństwem?
Od dłuższego czasu zaobserwowałam wysyp pytań, czy to wirtualnie czy to nawet w realu typu "Jaka jest najodpowiedniejsza różnica wieku między rodzeństwem? Kiedy zdecydować się na drugie/trzecie/czwarte....dziesiąte dziecko?". Nie wiem, może jestem dziwna...może mam inne poglądy ale cholerka niema bardziej irytującego pytania! Bo przepraszam ale czy faktycznie jest coś takiego jak "najodpowiedniejsza różnica wieku"? Może są jakieś książkowe teorie? Albo psychologiczne teorie? Może jestem nieuświadomiona i tak na prawdę są jakieś schematy według których trzeba się trzymać? Opsss....przepraszam ja się tam tym nie kierowałam decydując się na drugie dziecko.
Te pytania pojawiają się nawet na facebooku na różnych FanPage. Czytam z ciekawości...ale opinie są tak różne. Jedni mówią rok, inni 2, inni 3.....i zaczyna się licytacja kto ma rację i stawianie własnych argumentów. A wiecie co? A ja Wam powiem, że każdy ma na swój sposób rację. Natomiast nie rozumiem w jaki sposób pomaga to osobie pytającej? Ja po takiej licytacji miałabym jeszcze większy mętlik w głowie....z pewnością by mi to nie pomogło. No i dlaczego to Grażynka ma decydować o tym kiedy mam urodzić drugie dziecko bo jej zdaniem rok po roku jest idealnie, albo dlaczego to Basia ma zadecydować, że mam jeszcze zaczekać skoro najlepiej odczekać z 3 lata? (zbieżność imion i nazwisk jest przypadkowa :P)
Decyzja o tym kiedy urodzić kolejne dziecko powinna być indywidualna ewentualnie a nawet koniecznie po skonsultowaniu z mężem, narzeczonym, partnerem, chłopakiem, kochankiem....czy kim tam jeszcze jest ojciec Naszych dzieci. Ja rozumiem, że ma się na względzie dobro dzieci. Jednak czy faktycznie jeżeli różnica między dziećmi wynosi nawet 5 lat to dzieci są pokrzywdzone? Moim zdaniem nie....moim zdaniem każda pora jest odpowiednia na kolejne dziecko...czy różnica będzie wynosi 1,2,3....czy nawet 16 lat albo i jeszcze więcej.
Jestem najstarsza z mojego rodzeństwa. Brat jest rok młodszy...no i mając na uwadze dzieci rok po roku- argumenty rodziców że rok po roku jest najlepiej: "będą się razem bawić", "są prawie jak rówieśnicy".
Moje wspomnienia z dzieciństwa a przynajmniej z okresu który pamiętam: wojny, wojny, wojny.....tak wyglądały moje relacje z bratem ;). Owszem bawiliśmy się razem ale większą część dzieciństwa zmarnowaliśmy na kłótnie, sprzeczki, bicie się....chodź jak przyszło co do czego to jeden drugiego potrafił bronić. Jednakże mi przeszkadzało że on goni moją klasę bo przecież chodził tylko do klasy niżej i kochał się w moim koleżankach licząc że rok różnicy niema tu znaczenia....dla niektórych nie miało. Teraz kiedy jesteśmy dorośli nie zwracam tak uwagi czy on jest rok czy 5 lat młodszy. Nie robiłoby mi to kompletnie różnicy....jesteśmy już na tym etapie kiedy uważamy siebie za równych.
Jestem też siostrą o 16 lat młodszej siostry. Duża różnica prawda? No ale rodzice czekali na lepsze warunki by móc fundnąć mi wymarzoną siostrę. Doczekałam się. Ale jestem dla niej bardziej jak druga matka. No bo już się z nią tak nie pobawię jak z bratem kiedyś, nie pobiegam po podwórku i nie znajdę podobnych zainteresowań. Przynajmniej nie na tym etapie wieku w którym jest teraz. Ale na pewno będę służyć ramieniem gdy tego będzie potrzebować, pomogę jeżeli zajdzie taka konieczność, zaopiekuję się gdy będzie trzeba...dam jej z siebie tyle ile jestem w stanie dać. A ona w obecnej chwili wychowuje się prawie jak jedynaczka bo ma dużo starsze rodzeństwo. Za to jest wspaniałą towarzyszką zabaw dla mojej prawie 5 letniej córki. 3 lata które je dzielą kompletnie nie są dla nich żadną przeszkodą. Pobawią się razem, pokłócą...żyją jak siostry. Czasem trzeba je na dwa dni odseparować bo wiecznie są sprzeczki, a czasami są jak papużki nierozłączki.
Czy ja się gdzieś u kogoś doradzałam kiedy zdecydować się na drugie? Nie. Ja po prostu żyłam chwilą do momentu aż któregoś dnia usiadłam i stwierdziłam "chce drugie, jestem gotowa". Niestety nie było to takie proste bo to musi być decyzja dwóch osób a tu tylko jedne chciało ;). Ale od razu podkreślam że mimo iż chciałam i tak nie robiłam czegoś wbrew mojej drugiej połówce. Los sam tak chciał że zdarzyła sie druga wpadka. Żadne z nas nie żałuje nawet on.
W moim przypadku więc między dziećmi jest 3,5 roku różnicy. Mało, dużo? Odpowiednio. Starsza siostra troszczy się o młodszego brata, dba o niego i niekiedy sama uparcie chce przy nim coś zrobić. Poczuwa się do odpowiedzialności jako starsza siostra nad młodszym bratem. Zdarzają się już teraz sprzeczki ale kto powiedział, że z taką różnicą wieku nie mogą się razem bawić?
Może jestem egoistką, może jestem wygodna ale nie wyobrażam sobie mieć dzieci rok po roku. Tak mi dobrze. Mam pomoc ze strony córy, jest lżej finansowo bo nie musze kupować tyle pampków no i przede wszystkim córa dużo rozumie- co jej wolno czego nie, nie jest zazdrosna i mogę jej przetłumaczyć że braciszkowi trzeba więcej uwagi poświęcić.
Cofając się też 4 lata wstecz nie byłabym w stanie zdecydować się na jedno po drugim. Przez rok po porodzie towarzyszył mi uraz do porodów i zapewnianie wszystkich "nigdy więcej!". Do tego tylko moja druga połówka pracowała, mieszkaliśmy z teściową i szwagrem i mieliśmy malutki pokoik gdzie ledwo we troje się mieściliśmy to gdzie jeszcze drugie dziecko.
Moja rada na koniec: chcesz wiedzieć jaka różnica wieku jest najodpowiedniejsza? Posłuchaj swojego serca, zajrzyj do portfela i zdaj się na intuicję a nie kieruj się tym co kto ma do powiedzenia ;) bo to czy różnica będzie mniejsza czy większa niema tu znaczenia. Dzieci jak będą chciały to się dogadają albo nie bez względu na różnice wieku.
No to się rozpisałam :P.
Na koniec jeszcze dzisiejsza fotka moich kochających się pociech :)
Te pytania pojawiają się nawet na facebooku na różnych FanPage. Czytam z ciekawości...ale opinie są tak różne. Jedni mówią rok, inni 2, inni 3.....i zaczyna się licytacja kto ma rację i stawianie własnych argumentów. A wiecie co? A ja Wam powiem, że każdy ma na swój sposób rację. Natomiast nie rozumiem w jaki sposób pomaga to osobie pytającej? Ja po takiej licytacji miałabym jeszcze większy mętlik w głowie....z pewnością by mi to nie pomogło. No i dlaczego to Grażynka ma decydować o tym kiedy mam urodzić drugie dziecko bo jej zdaniem rok po roku jest idealnie, albo dlaczego to Basia ma zadecydować, że mam jeszcze zaczekać skoro najlepiej odczekać z 3 lata? (zbieżność imion i nazwisk jest przypadkowa :P)
Decyzja o tym kiedy urodzić kolejne dziecko powinna być indywidualna ewentualnie a nawet koniecznie po skonsultowaniu z mężem, narzeczonym, partnerem, chłopakiem, kochankiem....czy kim tam jeszcze jest ojciec Naszych dzieci. Ja rozumiem, że ma się na względzie dobro dzieci. Jednak czy faktycznie jeżeli różnica między dziećmi wynosi nawet 5 lat to dzieci są pokrzywdzone? Moim zdaniem nie....moim zdaniem każda pora jest odpowiednia na kolejne dziecko...czy różnica będzie wynosi 1,2,3....czy nawet 16 lat albo i jeszcze więcej.
Jestem najstarsza z mojego rodzeństwa. Brat jest rok młodszy...no i mając na uwadze dzieci rok po roku- argumenty rodziców że rok po roku jest najlepiej: "będą się razem bawić", "są prawie jak rówieśnicy".
Moje wspomnienia z dzieciństwa a przynajmniej z okresu który pamiętam: wojny, wojny, wojny.....tak wyglądały moje relacje z bratem ;). Owszem bawiliśmy się razem ale większą część dzieciństwa zmarnowaliśmy na kłótnie, sprzeczki, bicie się....chodź jak przyszło co do czego to jeden drugiego potrafił bronić. Jednakże mi przeszkadzało że on goni moją klasę bo przecież chodził tylko do klasy niżej i kochał się w moim koleżankach licząc że rok różnicy niema tu znaczenia....dla niektórych nie miało. Teraz kiedy jesteśmy dorośli nie zwracam tak uwagi czy on jest rok czy 5 lat młodszy. Nie robiłoby mi to kompletnie różnicy....jesteśmy już na tym etapie kiedy uważamy siebie za równych.
Jestem też siostrą o 16 lat młodszej siostry. Duża różnica prawda? No ale rodzice czekali na lepsze warunki by móc fundnąć mi wymarzoną siostrę. Doczekałam się. Ale jestem dla niej bardziej jak druga matka. No bo już się z nią tak nie pobawię jak z bratem kiedyś, nie pobiegam po podwórku i nie znajdę podobnych zainteresowań. Przynajmniej nie na tym etapie wieku w którym jest teraz. Ale na pewno będę służyć ramieniem gdy tego będzie potrzebować, pomogę jeżeli zajdzie taka konieczność, zaopiekuję się gdy będzie trzeba...dam jej z siebie tyle ile jestem w stanie dać. A ona w obecnej chwili wychowuje się prawie jak jedynaczka bo ma dużo starsze rodzeństwo. Za to jest wspaniałą towarzyszką zabaw dla mojej prawie 5 letniej córki. 3 lata które je dzielą kompletnie nie są dla nich żadną przeszkodą. Pobawią się razem, pokłócą...żyją jak siostry. Czasem trzeba je na dwa dni odseparować bo wiecznie są sprzeczki, a czasami są jak papużki nierozłączki.
Czy ja się gdzieś u kogoś doradzałam kiedy zdecydować się na drugie? Nie. Ja po prostu żyłam chwilą do momentu aż któregoś dnia usiadłam i stwierdziłam "chce drugie, jestem gotowa". Niestety nie było to takie proste bo to musi być decyzja dwóch osób a tu tylko jedne chciało ;). Ale od razu podkreślam że mimo iż chciałam i tak nie robiłam czegoś wbrew mojej drugiej połówce. Los sam tak chciał że zdarzyła sie druga wpadka. Żadne z nas nie żałuje nawet on.
W moim przypadku więc między dziećmi jest 3,5 roku różnicy. Mało, dużo? Odpowiednio. Starsza siostra troszczy się o młodszego brata, dba o niego i niekiedy sama uparcie chce przy nim coś zrobić. Poczuwa się do odpowiedzialności jako starsza siostra nad młodszym bratem. Zdarzają się już teraz sprzeczki ale kto powiedział, że z taką różnicą wieku nie mogą się razem bawić?
Może jestem egoistką, może jestem wygodna ale nie wyobrażam sobie mieć dzieci rok po roku. Tak mi dobrze. Mam pomoc ze strony córy, jest lżej finansowo bo nie musze kupować tyle pampków no i przede wszystkim córa dużo rozumie- co jej wolno czego nie, nie jest zazdrosna i mogę jej przetłumaczyć że braciszkowi trzeba więcej uwagi poświęcić.
Cofając się też 4 lata wstecz nie byłabym w stanie zdecydować się na jedno po drugim. Przez rok po porodzie towarzyszył mi uraz do porodów i zapewnianie wszystkich "nigdy więcej!". Do tego tylko moja druga połówka pracowała, mieszkaliśmy z teściową i szwagrem i mieliśmy malutki pokoik gdzie ledwo we troje się mieściliśmy to gdzie jeszcze drugie dziecko.
Moja rada na koniec: chcesz wiedzieć jaka różnica wieku jest najodpowiedniejsza? Posłuchaj swojego serca, zajrzyj do portfela i zdaj się na intuicję a nie kieruj się tym co kto ma do powiedzenia ;) bo to czy różnica będzie mniejsza czy większa niema tu znaczenia. Dzieci jak będą chciały to się dogadają albo nie bez względu na różnice wieku.
No to się rozpisałam :P.
Na koniec jeszcze dzisiejsza fotka moich kochających się pociech :)
wtorek, 13 stycznia 2015
No i minął okrągły roczek!
....Termin był na 10.01.2014- moje urodziny. Och jaka byłam szczęśliwa, że taki cudowny prezent urodzinowy mi się kroi. 9 miesięcy minęło bez komplikacji i bardzo szybko chodź starałam "delektować" każdym dniem- opierając się na poprzednich doświadczeniach wiedziałam, że jeszcze zatęsknię za tym stanem. Tak nadszedł dzień porodu, 10 stycznia, potem 11 stycznia, 12......a objawów porodu jak nie widać tak nie widać. Cóż synek jednak zdecydował, że nie pcha się na świat a z prezentem zamierza się spóźnić. Chciałam czekać.....czekać do tego aż akcja rozwinie się sama, żeby nie wylądować pod kroplówką jak przy pierwszym porodzie. Wraz z oczekiwaniami na objawy porodu pojawiało się też zwątpienie: czy jak już się zacznie to zdążę do szpitala?(do którego miałam 30 km) Czy z dzieciątkiem wszystko w porządku? 10.01 w dzień wyliczonego terminu porodu miałam ostatnią wizytę u mojego gina. Dał mi on tydzień poza terminem a jeżeli nie urodzę do następnego piątku miałam już gotowe wypisane skierowanie do szpitala. Codziennie modliłam się, żeby już coś zaczęło się dziać. Niestety jak wspomniałam wyżej, synkowi się nie spieszyło a we mnie rosło zdenerwowanie i niepewność. Czułam jakieś delikatne skurcze.....ale były tak niepewne że nie dawałam gwarancji że to skurcze. W końcu po argumentach pewnej znajomej która oznajmiła że czasami opóźnia się poród gdy dziecko jest owinięte pępowiną zdecydowałam (ku nie uciesze szpitalnego personelu :D) w niedzielę wieczorem 12.01 że jedziemy do szpitala. Jeżeli odeślą mnie do domu trudno, ale chce ktg i usg i być pewną że wszystko jest si. Ginekolog który akurat miał zmianę dał mi do zrozumienia że niema to jak wybrać sobie niedzielę wieczór na odwiedziny jednakże podszedł do tego z żartem. Uznał że zostawia mnie na noc na patologii ciąży bo COŚ się zaczęło ale nie wiadomo dokładnie co i jak długo potrwa więc aby nieco przyspieszyć to COŚ pozwolił mnie przebadać tak aby nieco wspomóc rozwinięcie całej akcji a jeżeli przez noc nic się nie rozwinie rano ląduję pod kroplówką. Niestety przez noc poza pojawieniem się skurczy które tym razem już czułam i odejścia czopa śluzowego bo tym badaniu nic więcej się nie rozwinęło. Rano więc wylądowałam pod kroplówką. Podłączyli mnie po 8 rano a o 11:55 utuliłam mojego synka. To były 4 ciężkie godziny kiedy wiłam się z bólu, kiedy nie mogłam pohamować łez ale wszystko robiłam zaciskając zęby, oczy i pięści i powtarzając sobie w duchu "to dla Ciebie synku!". To pozwoliło mi przez to przejść....było mi lżej znieść ten ból. A ten moment gdy go położyli na moim brzuchu....nie do opisania! To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Nawet komplikacje po porodzie które finalnie zakończyły się łyżeczkowaniem nie pozwoliły zburzyć mojego przekonania że wszystko zrobiłam dla niego.
Cały ten rok był piękny. Synek odmienił mocno Nasze życie. Pozwolił złączyć naszą czwórkę jeszcze silniejszym uczuciem niż dotychczas. Spowodował, że kochamy siebie nawzajem jeszcze mocniej a ten ruchomy grunt który był między mną a moją drugą połówką został nieodwracalnie wzmocniony.
Nie był też to lekki rok bo i przeszliśmy zapalenie oskrzeli, ząbkowanie, mniejsze lub większe przeziębienia, siniaki i guzy, pogryzione moje brodawki, nieprzespane noce i myślę że znalazłoby się coś jeszcze. Ale czy żałuje? Nie!
Cała Nasza trójka mocno dopingowała Igorka w nowych osiągnięciach. Nawet jego o 4 lata starsza siostra tak samo jak my, jak ja cieszy się z nowych umiejętności brata. To ona znalazła pierwszy ząbek i to ona słodzi swojemu młodszemu braciszkowi. To ona płakała gdy wtedy w szpitalu okazało się że bez dzidzi jeszcze nie wraca do domu. Ona myślała że po nas przyjechała a tu się okazało że mamusia z braciszkiem jeszcze musi zostać.....płacz i lament.....pamiętam jakby to było wczoraj.....wciąż do oczu napływają mi łzy wzruszenia na jej reakcję i krzywdę jaką w jej mniemaniu był powrót do domu bez dzidzi. Wtedy w szpitalu po raz pierwszy połączyła ich ta silna więź.....myślę że będą dla siebie wspaniałym rodzeństwem, że będą się wspierać.
Synku Wszystkiego Najlepszego w dniu którym kończysz okrągły roczek! 13 styczeń w żadnym wypadku nie jest pechowym dniem a wręcz to szczęśliwa liczba. Szczęściem jesteś TY!! <3
Taki dziś sentymentalny post ;). Ja laptopa już mam ale wciąż z linuxem przez co jestem ograniczona. Może znajdę w końcu odrobinę czasu by zrobić system. Tym czasem jednak musze korzystać z tego co mam :)
Cały ten rok był piękny. Synek odmienił mocno Nasze życie. Pozwolił złączyć naszą czwórkę jeszcze silniejszym uczuciem niż dotychczas. Spowodował, że kochamy siebie nawzajem jeszcze mocniej a ten ruchomy grunt który był między mną a moją drugą połówką został nieodwracalnie wzmocniony.
Nie był też to lekki rok bo i przeszliśmy zapalenie oskrzeli, ząbkowanie, mniejsze lub większe przeziębienia, siniaki i guzy, pogryzione moje brodawki, nieprzespane noce i myślę że znalazłoby się coś jeszcze. Ale czy żałuje? Nie!
Cała Nasza trójka mocno dopingowała Igorka w nowych osiągnięciach. Nawet jego o 4 lata starsza siostra tak samo jak my, jak ja cieszy się z nowych umiejętności brata. To ona znalazła pierwszy ząbek i to ona słodzi swojemu młodszemu braciszkowi. To ona płakała gdy wtedy w szpitalu okazało się że bez dzidzi jeszcze nie wraca do domu. Ona myślała że po nas przyjechała a tu się okazało że mamusia z braciszkiem jeszcze musi zostać.....płacz i lament.....pamiętam jakby to było wczoraj.....wciąż do oczu napływają mi łzy wzruszenia na jej reakcję i krzywdę jaką w jej mniemaniu był powrót do domu bez dzidzi. Wtedy w szpitalu po raz pierwszy połączyła ich ta silna więź.....myślę że będą dla siebie wspaniałym rodzeństwem, że będą się wspierać.
Synku Wszystkiego Najlepszego w dniu którym kończysz okrągły roczek! 13 styczeń w żadnym wypadku nie jest pechowym dniem a wręcz to szczęśliwa liczba. Szczęściem jesteś TY!! <3
Taki dziś sentymentalny post ;). Ja laptopa już mam ale wciąż z linuxem przez co jestem ograniczona. Może znajdę w końcu odrobinę czasu by zrobić system. Tym czasem jednak musze korzystać z tego co mam :)
piątek, 19 grudnia 2014
Gorzkie żale- czyli jak zdobyć nagrodę za wszelką cenę.
Nie chciałam o tym pisać. Ba! Nawet chciałam to przemilczeć, nie zwracać na to uwagi.....ale się kurde nie da! No nie da się jak nic.....
A o czym mówię? O oszustwach w konkursach!
Byłam przy końcówce ciąży kiedy przypadkiem trafiłam na info o testach na Bangli. Akurat dawali coś co było jak znalazł do mojej właśnie kompletowanej wyprawki do szpitala. Powątpiewałam, ze mi się uda i że faktycznie coś dają.....ale pokusiłam się, żeby spróbować. Wiadomość o dostaniu się do testów otworzyła moje "klapki" na oczy które do tej pory były pozamykane! Dopiero wtedy zauważyłam że internet roi się od serwisów i portali na których rozdają różne rzeczy do testowania. Wpadłam w jakiś trans i zaczęłam się logować gdzie popadnie....niestety tylko Bangla mnie doceniała bo następne testy były w marcu ;) do których również się dostałam. Po drugiej akcji z testowaniem zaczęłam mieć kontakt z mamusiami które poza zgłaszaniem się do testów również zgłaszają się do konkursów. I znowu powątpiewałam w szczęście i to że faktycznie można coś wygrać ale z ciekawości poszerzyłam swój horyzont. Wtedy też postanowiłam założyć bloga. W konkursach z początku brałam udział niepewnie i z dystansem ale jak zauważyłam że faktycznie wysiłek potrafi być nagrodzony dałam się temu porwać. No ale nie bedę tu pisać o mojej biografii ;)
Do czego zmierzam? Otóż siedząc już w tym kilka miesięcy zauważyłam że nie każdy gra fer. Nie każdy tzn. nie każda mamuśka bo w takowych z reguły konkursach biorę udział (czyt. dla mamusiek). Co mam na mysli mówiąc nie fer? A no zgłaszanie się z kilku kont, w tym z konta męża tłumacząc się że mąż zgłaszał się sam (a potem też mąż pisze "chciałabym") ....takie osoby też z reguły wygrywają nawet podwójne nagrody! Czy to jest fer?? Owszem czasami w regulaminie niema takowej wzmianki że tak nie można no ale czy kurcze można i czy to jest fer? Często takie osoby mają patent na to jak wygrać i co napisać żeby ich wypowiedź urzekła jury. I takie wypowiedzi piszą właśnie z tych dwóch kont i zgarniają dwie nagrody a taki przeciętny Kowalski (nazwisko przypadkowe) nie wygrywa nic chodź jego praca włożona w zgłoszenie się do konkursu wycisnęła z niego siódme poty. I tamta osoba dla jednego dziecka ma dwie nagrody a Kowalski niema żadnej. I nie chodzi tu o zazdrość....nie o nie! Umiem przegrywać i gdybym miała się tak przejmować każdą przegraną to bym w jakąś depresję popadła. Tu chodzi o to co zaobserwowałam i to nie tylko w konkursach w których biorę udział ale też w innych....Czy mam na myśli konkretną osobę? Być może....ale nie muszę się natrudzić by zobaczyć co wyprawia bo sama rzuca się w oczy. Czy to się nazywa już pazerność??
Co chce zdziałać pisząc ten post? Właściwie wylać swoje gorzkie żale, że to jest "be" i tak się robić nie powinno ale też żeby napisać LUDZIE OPAMIĘTAJCIE SIĘ!! Kurde można powalczyć o coś bo fajnie jak mogę to dostać za darmo i nie muszę kupować ale nie po trupach do celu i walka za wszelką cenę! Toć to już jest chore.....i jak wspomniałam wyżej "pazerne". W tym branie tego co mi się nie przyda lub branie wszystkiego co dają.
Niestety z przykrością informuje że nawet upominanie publicznie takich osób, że tak się nie robi wiąże się z krytyką w Twoim kierunku pod tytułem "no tak bo niektórzy nie umieją przegrywać"....szkoda tylko że w tym konkursie nie brałam udziału.
Czy wam też się zdarzyło zaobserwować takie zachowanie??
A tak poza tematem na blogsferze w tym miesiącu elektryczna Niania. Ktoś chętny do testów? :D
Ja tak więc zaraz idę się zgłaszać! A może i wy chcecie przetestować? To szybko się rejestrować ;)
A o czym mówię? O oszustwach w konkursach!
Byłam przy końcówce ciąży kiedy przypadkiem trafiłam na info o testach na Bangli. Akurat dawali coś co było jak znalazł do mojej właśnie kompletowanej wyprawki do szpitala. Powątpiewałam, ze mi się uda i że faktycznie coś dają.....ale pokusiłam się, żeby spróbować. Wiadomość o dostaniu się do testów otworzyła moje "klapki" na oczy które do tej pory były pozamykane! Dopiero wtedy zauważyłam że internet roi się od serwisów i portali na których rozdają różne rzeczy do testowania. Wpadłam w jakiś trans i zaczęłam się logować gdzie popadnie....niestety tylko Bangla mnie doceniała bo następne testy były w marcu ;) do których również się dostałam. Po drugiej akcji z testowaniem zaczęłam mieć kontakt z mamusiami które poza zgłaszaniem się do testów również zgłaszają się do konkursów. I znowu powątpiewałam w szczęście i to że faktycznie można coś wygrać ale z ciekawości poszerzyłam swój horyzont. Wtedy też postanowiłam założyć bloga. W konkursach z początku brałam udział niepewnie i z dystansem ale jak zauważyłam że faktycznie wysiłek potrafi być nagrodzony dałam się temu porwać. No ale nie bedę tu pisać o mojej biografii ;)
Do czego zmierzam? Otóż siedząc już w tym kilka miesięcy zauważyłam że nie każdy gra fer. Nie każdy tzn. nie każda mamuśka bo w takowych z reguły konkursach biorę udział (czyt. dla mamusiek). Co mam na mysli mówiąc nie fer? A no zgłaszanie się z kilku kont, w tym z konta męża tłumacząc się że mąż zgłaszał się sam (a potem też mąż pisze "chciałabym") ....takie osoby też z reguły wygrywają nawet podwójne nagrody! Czy to jest fer?? Owszem czasami w regulaminie niema takowej wzmianki że tak nie można no ale czy kurcze można i czy to jest fer? Często takie osoby mają patent na to jak wygrać i co napisać żeby ich wypowiedź urzekła jury. I takie wypowiedzi piszą właśnie z tych dwóch kont i zgarniają dwie nagrody a taki przeciętny Kowalski (nazwisko przypadkowe) nie wygrywa nic chodź jego praca włożona w zgłoszenie się do konkursu wycisnęła z niego siódme poty. I tamta osoba dla jednego dziecka ma dwie nagrody a Kowalski niema żadnej. I nie chodzi tu o zazdrość....nie o nie! Umiem przegrywać i gdybym miała się tak przejmować każdą przegraną to bym w jakąś depresję popadła. Tu chodzi o to co zaobserwowałam i to nie tylko w konkursach w których biorę udział ale też w innych....Czy mam na myśli konkretną osobę? Być może....ale nie muszę się natrudzić by zobaczyć co wyprawia bo sama rzuca się w oczy. Czy to się nazywa już pazerność??
Co chce zdziałać pisząc ten post? Właściwie wylać swoje gorzkie żale, że to jest "be" i tak się robić nie powinno ale też żeby napisać LUDZIE OPAMIĘTAJCIE SIĘ!! Kurde można powalczyć o coś bo fajnie jak mogę to dostać za darmo i nie muszę kupować ale nie po trupach do celu i walka za wszelką cenę! Toć to już jest chore.....i jak wspomniałam wyżej "pazerne". W tym branie tego co mi się nie przyda lub branie wszystkiego co dają.
Niestety z przykrością informuje że nawet upominanie publicznie takich osób, że tak się nie robi wiąże się z krytyką w Twoim kierunku pod tytułem "no tak bo niektórzy nie umieją przegrywać"....szkoda tylko że w tym konkursie nie brałam udziału.
Czy wam też się zdarzyło zaobserwować takie zachowanie??
A tak poza tematem na blogsferze w tym miesiącu elektryczna Niania. Ktoś chętny do testów? :D
Ja tak więc zaraz idę się zgłaszać! A może i wy chcecie przetestować? To szybko się rejestrować ;)
wtorek, 16 grudnia 2014
Recenzja plynu micelarnego Sylveco
Długo milczałam....owszem. Wytłumaczę się gorączką przedświąteczną oraz złym samopoczuciem bo u nas ostatnio choróbsko jest na tle dziennym oraz brakiem weny. Do tego wszystkiego byłam zmuszona oddać mojego laptopa na gwarancje :(. Jestem wiec ograniczona do korzystania albo z telefonu albo pożyczonego tabletu (swoja droga Android to dla mnie czarna magia!). Proszę wiec o wybaczenie jeżeli zaistnieją jakieś ewentualne błędy, literówki i inne takie jak i również przepraszam za brak polskich znaków (nie mogę zrozumieć czemu ich niema skoro jest ustawiony język polski). Oprócz tego niestety jakość zdjęć tez nie będzie pierwszej klasy (robione telefonem - bo z obu urządzeń z tel wychodzą najlepiej) bo niestety nie mam jak zrzucić fotki z aparatu. Ok póki starcza mi jeszcze cierpliwości zabieram się do rzeczy ;).
EDIT: cierpliwość się skończyła i dokopałam się przez gąszcz domowników do normalnego komputera ;)....ale prawdopodobnie tylko tym razem :(
Otrzymałam do testowania od Serwisu Uroda do testowania Lipowy Płyn Micelarny firmy Sylveco.
Co to jest Lipowy Płyn Micelarny?
Wyjątkowo delikatny i jednocześnie skuteczny, hypoalergiczny preparat, który dokładnie oczyszcza skórę. Zawiera ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej,
który wykazuje działanie nawilżające i osłaniające, zwiększa
elastyczność i sprężystość oraz odporność skóry na utratę wody. Ponadto
wyciąg ten polecany jest w pielęgnacji oczu, łagodzi podrażnienia i koi
zaczerwienioną skórę. Delikatny składnik myjący pozwala łatwo usunąć
nawet intensywny i wodoodporny makijaż. Po zastosowaniu kosmetyku skóra
pozostaje gładka, czysta i świeża. (źródło)
Woda, Ekstrakt z lipy, Glukozyd decylowy, Gliceryna, Panthenol, Alantoina, Proteiny owsa, Ekstrakt z aloesu, Kwas mlekowy, Kwas fitowy, Alkohol benzylowy, Kwas dehydrooctowy
Moja opinia:
Już pierwszego dnia zauważyłam że po zmyciu makijażu moja skóra nie jest przesuszona tak jak do tej pory. Nie odczuwałam uczucia "ściągania" a nawet miałam wrażenie że jest jeszcze dodatkowo nawilżona. Codzienne używanie pozwoliło mi się przekonać że efekt za każdym razem jest taki sam i faktycznie płyn kompletnie nie wywołuje żadnych podrażnień i nie szczypie w oczy. Radzi sobie z każdym makijażem a nawet z kosmetykami wodoodpornymi i świetnie oczyszcza skórę. Jest prawie bezzapachowy. Dodatkowo jego skład jest na wielki PLUS za naturalne składniki. Cóż tu więcej dodać? Ja z pewnością polecam!
cena: około 18zł za 200 ml
A wy jakie płyny używacie? Korzystaliście już z kosmetyków Sylveco?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















