Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mama testuje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mama testuje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

Playboy, Body lotion (balsam do ciała)- opinia

Jakiś czas temu w moje ręce wpadł balsam Playboy "Play it sexy" Sensual Vanilla Scent


Stwierdziłam, że no nie mogę przepuścić okazji by go z opiniować.

"W nastroju na pieszczoty? Wmasuj w ciało balsam do ciała Play it Sexy, aby dostarczyć skórze dodatkowe 70% nawilżenia i poczuć na sobie zmysłowy zapach vanilii. Zawsze czuj się zmysłowa i sexy..."

Tak więc co sądzę o tym balsamie?

Pierwszy moment gdy go otworzyłam to fuuuuj. Dosłownie. Zapach jest TAK intensywny, TAK bardzo słodki, że odrzuciło mnie na starcie. Niema co ukrywać...chyba głównym założeniem firmy było by balsam był MOCNO perfumowany. Postanowiłam jednak dać mu szansę i nie skreślać go od razu...tym bardziej, że moja połówka jest zachwycona tym zapachem.
Gdy tylko po raz pierwszy się nim posmarowałam przez cały dzień nic innego nie czułam. Balsam nie dość, że nawilża dobrze (bo to trzeba przyznać bez bicia) to jeszcze pełni funkcję perfumu- taka wersja dwa w jednym ;). Rozprowadza się go fantastycznie chodź konsystencja ciut za rzadka mimo to jest jednak wydajny.
To co uważam za jego minus to tak jak wspomniałam wyżej- intensywność zapachu. Być może to też kwestia tego, że raczej gustuje w zapachach cytrusowych a nie słodkich a tu czuć wanilie.
Czy go polecę?
Myślę, że tak jeżeli ktoś lubi takie intensywne zapachy, cenę też raczej da się przetrawić (+/- 15 zł) natomiast nie do końca jestem przekonana jeżeli chodzi o osoby ze skłonnościami do alergii czy będzie on bezpieczny.



wtorek, 16 grudnia 2014

Recenzja plynu micelarnego Sylveco

Długo milczałam....owszem. Wytłumaczę się gorączką przedświąteczną oraz złym samopoczuciem bo u nas ostatnio choróbsko jest na tle dziennym oraz brakiem weny. Do tego wszystkiego byłam zmuszona oddać mojego laptopa na gwarancje :(. Jestem wiec ograniczona do korzystania albo z telefonu albo pożyczonego tabletu (swoja droga Android to dla mnie czarna magia!). Proszę wiec o wybaczenie jeżeli zaistnieją jakieś ewentualne błędy, literówki i inne takie jak i również przepraszam za brak polskich znaków (nie mogę zrozumieć czemu ich niema skoro jest ustawiony język polski). Oprócz tego niestety jakość zdjęć tez nie będzie pierwszej klasy (robione telefonem - bo z obu urządzeń z tel wychodzą najlepiej) bo niestety nie mam jak zrzucić fotki z aparatu. Ok póki starcza mi jeszcze cierpliwości zabieram się do rzeczy ;).
EDIT: cierpliwość się skończyła i dokopałam się przez gąszcz domowników do normalnego komputera ;)....ale prawdopodobnie tylko tym razem :(

Otrzymałam do testowania od Serwisu Uroda do testowania Lipowy Płyn Micelarny firmy Sylveco.
Co to jest Lipowy Płyn Micelarny?
Wyjątkowo delikatny i jednocześnie skuteczny, hypoalergiczny preparat, który dokładnie oczyszcza skórę. Zawiera ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej, który wykazuje działanie nawilżające i osłaniające, zwiększa elastyczność i sprężystość oraz odporność skóry na utratę wody. Ponadto wyciąg ten polecany jest w pielęgnacji oczu, łagodzi podrażnienia i koi zaczerwienioną skórę. Delikatny składnik myjący pozwala łatwo usunąć nawet intensywny i wodoodporny makijaż. Po zastosowaniu kosmetyku skóra pozostaje gładka, czysta i świeża. (źródło)

Skład: (jakość zdjęcia jest jaka jest)
Woda, Ekstrakt z lipy, Glukozyd decylowy, Gliceryna, Panthenol, Alantoina, Proteiny owsa, Ekstrakt z aloesu, Kwas mlekowy, Kwas fitowy, Alkohol benzylowy, Kwas dehydrooctowy 


Moja opinia:
Już pierwszego dnia zauważyłam że po zmyciu makijażu moja skóra nie jest przesuszona tak jak do tej pory. Nie odczuwałam uczucia "ściągania" a nawet miałam wrażenie że jest jeszcze dodatkowo nawilżona. Codzienne używanie pozwoliło mi się przekonać że efekt za każdym razem jest taki sam i faktycznie płyn kompletnie nie wywołuje żadnych podrażnień i nie szczypie w oczy. Radzi sobie z każdym makijażem a nawet z kosmetykami wodoodpornymi i świetnie oczyszcza skórę. Jest prawie bezzapachowy. Dodatkowo jego skład jest na wielki PLUS za naturalne składniki. Cóż tu więcej dodać? Ja z pewnością polecam!
cena: około  18zł za 200 ml

A wy jakie płyny używacie? Korzystaliście już z kosmetyków Sylveco?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Vibovit tran norweski, Kosmetyki Neutral

W ten wietrzysty (a teraz już nawet deszczowy) dzień przybywam do Was aż z dwiema opiniami. Zanim jednak przejdę dalej chcę przypomnieć że od niedzieli trwa konkurs do którego udziału gorąco Was zachęcam!










TRAN NORWESKI FIRMY VIBOVIT


Zacznę najpierw od tranu.
Jakiś czas temu na fanpage Vibovit  można było zdobyć próbkę tranu norweskiego o smaku cytrynowym. Wystarczyło codziennie od 9 zgłaszać się po jeden z 30 dostępnych sztuk. Wystarczyło??? No cóż....niestety okazało się to nie lada wyczynem aby ten tran zdobyć bo zazwyczaj o 9:01 było już po zapisach ;). No ale kilka dni prób oraz przyjmowania różnych taktyk zaowocowało jedną taką próbką dla mojej Aurelii.


Co to jest w ogóle tran norweski?
 To suplement diety, który jest polecany dla dzieci od 3 roku życia o smaku cytrynowym. Zawiera codzienną dawkę kwasów omega-3 oraz witaminy A,D,E.

Poniżej skład tego tranu oraz opis działania omega-3 i witaminy D i A




 Buteleczka jest 250 ml (ta do zakupienia również) w cenie +/- 20 zł.

Moja opinia jest następująca:
Gdy tylko dotarła do nas buteleczka tranu byłam pierwszą która go skosztowała.Przyznam szczerze że z tranem niewiele w swoim życiu miała do czynienia. Zawsze kojarzył mi się z okropnym zapachem ryb. W przypadku tego tranu wpierw wąchając go dało się wyczuć delikatną nutkę cytryny. Przekonana więc tym zapachem odważnie wzięłam jedną łyżeczkę (5ml według zalecenia) i....cóż mnie nie przekonuje. Liczyłam że będę go zażywać wraz z córką ale niestety...konsystencja jest zbyt bardzo oleista i mam wrażenie jakbym piła olej. To całkowicie mnie odrzuca...do tego smak który jest delikatnie gorzkawy...no i cytryny tam nie czuje. Ale każdy ma inne gusta jak się okazuje. Z pewnymi uzasadnionymi obawami podałam tran córce tłumacząc jej że to jest witaminka (ojjj czarno to widziałam, czarno...moje dziecko jest zbyt wybredne). Ta posmakowała, pomlaskała, delikatny grymas wykwitł jej na twarzy i podsumowała to "czuje cytrynę!" (o! Czyli czuć cytrynę! Wychodzi na to że chyba jednak mam coś z kubkami smakowymi :P). "Będziesz to piła?"....i znowu z obawami wyczekiwałam odpowiedzi. Pomyślała, pomyślała i stwierdziła "Smakuje jak olej, ale tak.". Tak jak powiedziała tak robi...sama nawet przypomina o tym że tranu dzisiaj nie wzięła i idzie do mnie z butelką. Ja się bardzo cieszę! I prawdopodobnie ten produkt zagości u nas na stałe.
Po dyskusjach z innymi kilkoma osobami którym ten tran również udało się zdobyć widzę, że jest podział na tych dla których jest on za bardzo oleisty i na tych którym pomimo dziwnego smaku po prostu smakuje :).
Czy polecam? :) Powiem tak- to wszystko zależy od Ciebie bądź Twojego dziecka- albo będzie smakować albo nie :).





KOSMETYKI NEUTRAL

Z kilka tygodni temu na serwisie Babyonline udało mi się dostać do testów kosmetyków firmy Neutral. Jest to seria kosmetyków jak i środków czystości dostępna tylko w drogeriach Rossmann.



Produkty te są przeznaczone do skóry wrażliwej które mają 0% parabenów, 0% barwników i 0% kompozycji zapachowych. W moje ręce akurat wpadł żel pod prysznic oraz balsam do ciała.


 Moja opinia na temat tych produktów:

ŻEL POD PRYSZNIC- Jest idealnie przezroczysty co widać na zdjęciu wyżej. Faktycznie zawiera 0% kompozycji zapachowych jednakże to nie oznacza że jest całkowicie bez zapachu. Ma swój zapach który jak dla mnie dość specyficzny. Żel super się pieni i jest nawet bardziej wydajniejszy niż wszystkie dotychczasowe żele jakie stosowałam. Nie uczula.






BALSAM DO CIAŁA- W przypadku zapachu tu sytuacja ma sie podobnie jak wyżej czyli balsam ma swój specyficzny zapach. Świetnie nawilża oraz nie obciąża skóry i nie uczula. Jedyne do czego mogę się przyczepić to rozprowadzanie go a dokładnie jego chłonność. Pomimo wcierania go przez dłuższy czas zostawia białe ślady i nie da się tego wetrzeć jak widać na załączonym zdjęciu (w rzeczywistości jest to bardziej widoczne). Trzeba po prostu poczekać aż sam się wchłonie.


A czy wy stosowaliście któryś z produktów o których dzisiaj pisałam? Czekam na Wasze odpowiedzi :).

Pozdrawiam.

poniedziałek, 27 października 2014

Pogrzewacz- przydatna rzecz, czy zbędny gadżet? Moja opinia o pogrzewaczu BabyOno

Wiadomo, że przed urodzeniem się jeszcze maleństwa, szykując wyprawkę i przemierzając sklepy w celu dokonania potrzebnych zakupów  można dostać oczopląsu od ilości różnorakich produktów. Czasami człowiek stoi przed półką bitą godzinę i zastanawia się "przyda się czy nie???" oraz którą firmę wybrać (no bo oczywiście wiele produktów jest produkowanych przez kilka firm). No właśnie jak to jest z podgrzewaczem? Zbędny gadżet czy jednak się przydaje?
Otóż moim zdaniem jest to jednak niezbędny gadżet. Ale czy całkowicie? Można sobie świetnie poradzić bez niego ale mimo wszystko z nim też jest łatwiej. Przy pierwszym dziecku o istnieniu podgrzewacza nie miałam pojęcia i radziłam sobie bez niego przy drugim dziecku mój zakres wiedzy o oferowanych produktach nieco sie powiększył więc i taki podgrzewacz mi się zamarzył :). Niestety zakup jego był odwlekany bo co rusz były inne ważniejsze wydatki. W końcu trafiłam na Fanpagu BabyOno konkurs w którym do wygrania był właśnie podgrzewacz. Wzięłam udział i wygrałam :). Tak weszłam w jego posiadanie i okazuje się że faktycznie jest to gadżet który się przydaje i jest wygodny w użytku. U mnie jednak nie chodzi on non stop bo jestem mamą karmiącą piersią ale obiadki jak najbardziej można podgrzewać :). Tym bardziej uważam że każda mama karmiąca mm powinna taką rzecz mieć w domu gdyż podgrzewacze mają funkcję (chodź nie wiem czy wszystkie) podtrzymania temperatury- czyli wstawiam butelkę z wodą do wody i całą noc podgrzewacz utrzymuje stałą temperaturę płynu...dzidzia budzi się na mleczko to tylko wsypujemy mm i podajemy ciepłe mleczko :). Wygodne? Wygodne :)

No a chcecie wiedzieć co myślę  o tym konkretnym podgrzewaczu- firmy BabyOno?



Informacje od producenta:
OPIS PRODUKTU:
Z myślą o Waszych potrzebach stworzyliśmy produkt łatwy w obsłudze, szybki, bezpieczny i niezawodny. Dzięki funkcji utrzymania stałej temperatury będziecie mieli pewność, że pokarm jest zawsze odpowiednio podgrzany, a system podgrzewania ceramicznego PTC z funkcją samo zabezpieczenia stabilizuje działanie wszystkich funkcji urządzenia wydłużając jego żywotność oraz czyniąc go bardziej bezpiecznym.
  • łatwy w obsłudze, szybki i bezpieczny,
  • funkcja utrzymania stałej temperatury,
  • podgrzewacz posiada system podgrzewania ceramicznego PTC z funkcją samo zabezpieczenia, która stabilizuje działanie wszystkich funkcji urządzenia wydłużając jego żywotność 
Dane techniczne:

DANE TECHNICZNE: 
  • podgrzewacz pasuje do większości typów butelek i słoiczków.
  • równomierne, szybkie i precyzyjne podgrzewanie
  • funkcja podtrzymywania stałej temperatury
  • wyciskacz do soków
  • system podgrzewania ceramicznego PTC
  • energooszczędna technologia
  • 220-240V 50Hz 120W

(poszczególne części wchodzące w skład podgrzewacza: od lewej kubek, przykrywka, wyciskacz do owoców no i podgrzewacz)

(wyciskacz do owoców jest kompatybilny z kubeczkiem więc istnieje możliwość wyciskania bezpośrednio do niego)

(podgrzewacz ma 3 stopnie regulacji temperatury: utrzymywanie temperatury około 40 stopniu, utrzymywanie temperatury koło 70 stopni i 100 stopni-wyparzanie)

Moja opinia jest następująca:
Podgrzewacz jest przystosowany do praktycznie wszystkich szerokości butelek! Czy są to butelki wąsko czy szeroko otworowe. Oprócz tego można podgrzewać obiadek bezpośrednio w słoiczku.
Ma on trzy stopnie ustawienia temperatury w tym opcję wyparzania (też super sprawa!).
Ma również jak wspomniałam wcześniej opcję podtrzymania temperatury czyli gdy tylko wybrana przez Nas temperatura nieco spadnie podgrzewacz automatycznie się włącza po to aby dogrzać wodę.
W zestawie jest też kubeczek w którym ewentualnie można podgrzać pokarm.
Wyciskarka do owoców....hmm szczerzę nie wiem czemu miałaby mi służyć ale kto wie może jeszcze z niej skorzystam ;).
Pokrywka pozwala przy podgrzewaniu zamknąć podgrzewacz przez co czas podgrzewania nieco się skraca :).
Całkowity czas podgrzewania pokarmu bardziej wodnistego (mam na myśli obiadek dla dziecka) do temperatury nadającej się do podania to około 12 minut. Nie mam porównania do innych podgrzewaczy więc szczerze nie wiem czy to szybko czy długo. Mi nie przeszkadza.
Niestety z pokarmem nieco bardziej stałym sobie nie radzi. Zakupiłam synkowi obiadek po 9 miesiącu który konsystencję ma dużo bardziej stałą jak i również kawałki są większe i po 20 minutach podgrzewania się poddałam. Nawet mieszając co chwilę nie dał rady podgrzać to tak abym mogła podać dziecku do jedzenia.
Niestety wadą która dość mocno mnie razi jest umiejscowienie lampki sygnalizującej czy podgrzewacz grzeje czy jest w stanie spoczynku. Za każdym razem trzeba się pochylać aby zobaczyć czy się pali czy nie. Zdecydowanie lepiej by było gdyby lampka była obok lub nad pokrętłem.
Jedną rzeczą której uciupinkę mi brakuje to takiego delikatnego oporu przy konkretnych temperaturach obkręcając pokrętło. Niestety chodzi ono bardzo gładko więc też muszę się pochylić i dobrze sprawdzić na jaką temperaturę ustawiłam, a wystarczyło by "klik" abym wiedziała że dobrze ustawiłam.

Ogólnie jestem z podgrzewacza zadowolona pomimo delikatnych wad. A wy posiadacie w swoim domu podgrzewacz? Korzystacie z niego czy to raczej zbędna rzecz zbierająca tylko kurz?

Na koniec chcę Wam przypomnieć o wciąż trwającym konkursie :)



poniedziałek, 20 października 2014

Herbaty z biedronki- testujemy

Czy Wasza doba też jest taka krótka czy tylko moja? :P Bo mi zdecydowanie brakuje jeszcze dodatkowych kilku godzin ;). Obiecywałam że będę więcej ale niestety nic z tych rzeczy :(....więc już nie obiecuje....a będe tyle ile dam radę.
Igor jest coraz starszy....obecnie od około 3 tygodni raczkujemy. Niestety cwaniaczek z dnia na dzień nabrał nowych umiejętności.....jednego dnia usiadł, na drugi dzień poraczkował a na trzeci zaczął się podnosić przy meblach. Oczy musze mieć dookoła głowy do tego młody przechodzi chyba lęk separacyjny bo wiecznie na mnie wisi. Od kilku dni tez próbuje stać sam i co chwilę próbuje się puszczać.....niestety dupcia tańczy jeszcze we wszystkie strony więc poza nowymi umiejętnościami kolekcjonujemy też siniaki. No ale o tym innym razem ;).

Ostatnio znowu były testy na stronie biedronki. Tym razem do testowania były herbatki :). Oczywiście miałam szczęście i przyjemność dostać się i wypróbować nowe proponowane smaki :).

Smaki ostro mnie zaskoczyły :) A Was??
Jesteście ciekawi mojej opinii na ich temat? :)
To ciekawskich zapraszam do króciutkiej recenzji ;)


 Herbata ziołowa- Rumianek o smaku karmelowym
hmmm...powiem szczerze że nie wróżyłam tej herbacie dobrze. Jestem na prawdę miłośniczką karmelu i często właśnie takie słodycze u mnie goszczą ale jeszcze nigdy nie piłam dobrej herbaty o tym smaku. Zawsze ten karmel w herbatach jest dość...dziwny i gorzki. Tak więc z pewnymi obawami zaparzyłam sobie ją i.........mile się zaskoczyłam! :) Na prawdę mi zasmakowała. Rumianek i karmel tworzą świetne delikatne połączenie przez co herbata jest na prawdę smaczna :).


Herbata ziołowa- Melisa z chmielem i kardamonem 
No tak....meliska to coś dla mnie :D i dla moich nerwusków :D. No a tak poważnie to herbata ma na prawdę specyficzny smak. Pomimo że mi nawet smakowała nie znajdzie się wielu jej zwolenników. Tę kompozycję smakową musi ktoś po prostu polubić. Mi osobiście smak kojarzy się nieco z herbatkami na laktację firmy Bocianek.

 Herbata- zielona i biała o smaku pomarańczy i mandarynki
Przyznam się szczerze że nie dawałam jej żadnych szans. Osobiście bardzo lubię zielone herbaty i to one głównie goszczą w mojej kuchni ale zielona o smaku pomarańczy  jest praktycznie jedyną (no i jeszcze z opuncją) z zielonych herbat której po prostu nie lubię. No ale testowanie to testowanie więc ją zaparzyłam......i ponownie mile się zaskoczyłam. Na prawdę to jedna z najlepszych wersji jakie piłam. Pomarańcza nie jest mocno wyczuwalna przez co nie gryzie się ze smakiem zielonej herbaty.....no wyśmienita.
 Herbata owocowa- O smaku czerwonego wina
hmmmm....hmmmm....hmmmm......zapewne też akurat drapiecie się po głowie i zastanawiacie jak to może smakować co? Jedyna herbata z którą serio się opierałam i zostawiłam ją na sam szary koniec......jeszcze ten zapach...fuj :/. No ale mus to mus. W smaku niema tragedii....powiem że nawet momentami kojarzyłam ją ze smakiem herbaty o smaku żurawiny.....mimo to nie przekonała mnie kompletnie. Nie kupiłabym jej.


Herbata owocowa- O smaku ananasa i gruszki
Gdy tyko otrzymałam paczkę od biedronki, rozpakowałam i otworzyłam opakowanie zbiorcze to była pierwsza herbata której zapach od razu mnie uderzył.....a jeszcze nie zdążyłam jej od foliować. Zapach ma fantastyczny, smak nie mniej lepszy......mój numer jeden. Jednakże ananas i gruszka mogłyby być bardziej wyczuwalne w smaku bo póki Co bardziej pachnie niż smakuje tymi owocami. Ostatecznie to ją właśnie wybrałam :).

A wy mieliście okazję testowac herbatki z biedronki? :) JEstem ciekawa która ostatecznie trafi na półki biedronki :) A wy która obstawiacie?

środa, 3 września 2014

Recenzja eyelinera The One firmy Oriflame

Około miesiąca temu dostałam do testowania eyeliner The One firmy Oriflame dzięki Serwisowi Uroda. Dziś przybywam do Was z moją opinią.

Krótki opis firmy na temat produktu:
 Ten długo utrzymujący się na powiekach tusz do kresek w płynie wyróżnia aplikator z miękką końcówką, dzięki której narysujesz miękką, płynną linię – bez zaciągania i przerywania. Intensywne pigmenty tworzą na powiekach zjawiskowy efekt. Testowany okulistycznie. Odpowiedni dla użytkowników soczewek kontaktowych.

Serwis z doborem koloru trafił w dziesiątkę :). Chociaż jest to bardziej kolor granatowy można nawet śmiało powiedzieć że podchodzi pod fiolet. Eyeliner ten pozwala mi się nieco wybić ze standardowych kolorów jakich używam czyli czernie i szarości ewentualnie berze ;).

 Eyeliner ma na prawdę świetną formę mazaka. Sposób nakładania więc jest bardzo wygodny. Używałam wielu eyelinerów począwszy od mięciutkiego pędzelka po usztywnione pędzelki ale ta wersja jest o tyle wygodna że nie trzeba za każdym razem maczać pędzelka aby nabrać nową warstwę tuszu i przejść dalej do tworzenia makijażu. W tym mazaku końcówka w każdej dowolnej chwili jest gotowa do użytku. Niestety z powodu swojej formy wydaje mi się że konsystencja jest nieco płynniejsza niż w przypadku tradycyjnych eyelinerów.

 Konsystencja ta przekłada się na jakość krycia. Na zdjęciu powyżej widać jak eyeliner kryje za pierwszym razem a jak kryje za którymś tam. Kreska pierwsza jest zrobiona jednym pociągnięciem. Zdjęcie może tego nie odzwierciedla ale w rzeczywistości  po pierwszym nałożeniu kolor wpada nawet nieco w granat (chodź tu się wydaje fioletowy). Aby efekt był zadowalający oraz krycie było równomierne kreskę trzeba kilkakrotnie powtórzyć.


Oto jak eyeliner prezentuje się na oku zaraz po nałożeniu. (Jakość zdjęcia niestety nie jest perfekcyjna ;) )

A o to co się dzieje po dwóch godzinach (z zegarkiem w ręku ;) ) od nałożenia. Eyeliner zostawia mało efektowny odcisk. Mało tego strasznie ciężko jest to zetrzeć samym palcem a nawet chusteczką nasączoną wodą.

PODSUMOWUJĄC:
 Z firmą Oriflame miałam do czynienia po raz pierwszy w życiu. Ucieszyłam się że Serwis Uroda dał mi możliwość przetestowania kosmetyku właśnie tej firmy bo już od dawna ciekawiła mnie jakość tych kosmetyków. Niestety eyeliner nie wykazał się czymś specjalnym. Mogę śmiało przyznać że sama osobiście nie jestem skłonna kupić eyelinera. Po zorientowaniu się w cenie stwierdzam że nie jest on jej wart (kupuję tańszy eyeliner i jest lepszy). Kolor nie jest taki jak faktycznie być powinien Trwałość też nie jest jakaś specjalna...no zgodzę się w tym że ciężko to zmyć ale mimo to odciska się czy rozmazuje. Chodź nie jestem zadowolona tym produktem to nie skreślam firmy Oriflame całkowicie. Mam koleżankę która była kiedyś konsultantką i bardzo chwaliła sobie kosmetyki Oriflame. To przekonuje mnie aby jeszcze kiedyś przy okazji wypróbować inne produkty. 

A czy wy stosowaliście też jakieś produkty Oriflame? Jakie było Wasze zadowolenie i co to było?
Pozdrawiam :)



czwartek, 28 sierpnia 2014

Testowanie ciastek z biedronki

Jakiś czas temu były kolejne testy produktów biedronki (jeśli ktoś jest zainteresowany zapraszam tutaj). Tym razem do testowania były ciasteczka spośród których mieliśmy wybrać numer jeden. Z racji tego że w jeszcze wcześniejszych testach w ciągu kilku minut zgłosiło się 1000 testerów (o zakwalifikowaniu do testów decyduje kolejność zgłoszeń) powątpiewałam że mi się uda ale postanowiłam spróbować i się udało! :) 
Dzięki temu po małych utrudnieniach (z kilkudniowym poślizgiem) paczuszka dotarła do mnie w poniedziałek :)


Której zawartość wyglądała tak:



A teraz po kolei jakie ciasteczka miałam przyjemność skonsumować wraz z rodzinką :) :

Ciastka z kawałkami mlecznej czekolady i orzechami nerkowca (mnie nie przypadły do gustu ale znalazłoby się kilku zwolenników wśród domowników ;) )

Paluszki w mlecznej czekoladzie (ciekawa kompozycja ale szału nie robi :) )


Herbatniki maślane z kawałkami mlecznej czekolady (powiem że nie były złe ale to wciąż nie to)

No i teraz moje (aż) dwa numery 1 !!

Ciastka kakaowe z kawałkami gorzkiej i mlecznej czekolady (nie przepadam za gorzką czekoladą ale tutaj nie wyobrażam sobie aby miało jej nie być)


oraz


Ciastka z białą czekoladą i mlecznym kremem (z każdym ciasteczkiem odpływałam :) )


 Oba rodzaje ciastek w smaku sa po prostu fantastyczne. Oba rodzaje ciastek chciałabym widzieć na półkach biedronki. Niestety spośród nich musiałam wybrać tylko jedne więc ostatecznie zdecydowałam się na ciastka z białą czekoladą i mlecznym kremem. One rozpływają się po prostu w ustach. Aż żałuje że były takie małe i tak mało było ich w opakowaniu :(.


A wy tez mieliście okazję testować ciastka z biedronki? A jak nie to które z tego asortymentu najbardziej Was zainteresowały?




piątek, 22 sierpnia 2014

Recenzja skarpetek peelingujących Butterfly

Zapewne będę się powtarzać jeśli znowu wspomnę iż "ostatnio kompletnie nie mam czasu" ;)? Tak będę się powtarzać :)... Pomimo moich szczerych chęci nie mam kiedy napisać postu a tematów i pomysłów na nie jest coraz więcej. Niestety przyszła chwila kiedy nic nie mogę na to poradzić, a chcecie wiedzieć dlaczego? Myślę że każdy świetnie zrozumie to jedne magiczne słowo które samo przez siebie wiele mówi- ząbkowanie. Jest to dla mnie zupełnie coś nowego a wręcz nieoczekiwanego. Pierwsze dziecko przez ząbkowanie przeszło bardzo delikatnie: zero gorączek (no może delikatne po roczku), zero spuchniętych dziąseł, zero innych objawów w tym marudzenia (no może tyci tyci ). Synek pierwsze ząbki też wypuścił łagodnie...trochę ślinki, delikatne marudzenie ale pomyślałam sobie kurcze no mam anioły a nie dzieci, drugie tak samo łagodnie mi ząbkuje. To był mój błąd, przedwczesna radość. Obecnie oczekujemy górnych jedynek- malinowe dziąsła, ślinotok, nieprzespane noce, histerie, "mama noś na rekach", marudzenie, brak apetytu no i dziś doszedł stan podgorączkowy....komuś brzmi to znajomo?? Dziąsła napuchły delikatnie już z miesiąc temu ale od tygodnia Igorek przeżywa koszmar a ja wraz z nim....i codziennie dochodzą nowe objawy, a zębów jak nie widać tak nie widać. Serce mi się kraja jak widzę jak cierpi...
No ale korzystają z okazji kiedy moje dziecię wreszcie usnęło po dawce paracetamolu całe we łzach przybywam z opinią na temat Skarpetek peelingujących Butterfly.

Jak wyglądają i co to jest??


Niestety z opakowania samego w sobie niewiele można się dowiedzieć o tym produkcie bo jak widać na zdjęciu wyżej jest tam pełno skośnych literek nic nam nie mówiących ;P. W tym wypadku pozwoliłam sobie zajrzeć do wujka google i za jego pomocą odnalazłam tego bloga i z którego skopiowałam opis produktu (mam nadzieję że autorka nie będzie miała mi za złe;) ):
Opis produktu : 
Jedna para nigdy nie otwieranych skarpetek japonskiej firmy Butterfly, ktore calkowicie usuwaja szorstki naskorek na pietach, zrogowacenia, stopy atlety ( jakis rodzaj grzybicy ) i daja piekne, gladkie stopy na lato ( jak u niemowlaka ). Zawiera ekstrakt ze sfermentowanego mleka, kwas mlekowy, proteazy ( trawienie enzymatyczne ). 
Uzycie : 
1. Dokladnie umyc nogi ( dobrze jest pomoczyc dluzej nogi w goracej wodzie dla lepszej absorpcji ). Osoby z szorstka skora moga zrobic peeling stop. 
2. Wysuszyc stopy.
3. Wyciagnac skarpetki/maski z opakowania i zalozyc jak normalne skarpetki. 
4. Zaleca sie zalozyc tez zwykle, bawelniane skarpetki, aby utrzymac maske w miejscu i ulatwic sobie chodzenie. 
5. Nosic je przez 1-2 h ( min. 30 min dla skory wrazliwej ). Moze wystapic uczucie mrowienia lub ocieplenia - oznacza to, ze maski zaczely dzialac. Jesli nastapi nieprzyjemne pieczenie, natychmiast sciagnac maski ze stop. 
6. Zdjac peelingujace skarpetki i umyc nogi woda. 
7. Czekac az rozpocznie sie proces peelingujacy. W zaleznosci od stanu stop, proces ten moze trwac od 7 do 15 dni albo dluzej ( zalezy to od stopnia chlonnosci u kazdej osoby - moze byc po 10 dniach dopiero ). 
UWAGA : To normalne, ze niektore osoby moga doswiadczyc nadmiernego zluszczenia, podczas gdy inne moga miec jedynie delikatne zluszczenie po pierwszej parze. Po 20-30 dniach mozna ponownie ten proces przeprowadzic ( gdy juz bedzie po wszystkim ), by osiagnac zamierzony efekt. 
8. Gdy zauwazysz, ze rozpoczal sie proces zluszczania, zaleca sie moczyc co wieczor stopy w cieplej wodzie ( dobre jest rowniez dodanie do wody troche octu ). Mozesz uzyc jakiegos narzedzia do pielegnacji stop, aby pomoc sobie w usunieciu martwego naskorka ( delikatnie ). Staraj sie nie uzywac zadnych balsamow ani kremow, zeby proces mogl spokojnie przebiegac. 
Dla uzyskania lepszego efektu : jesli w ciagu 7 dni nie zauwazysz zadnego zluszczania, mozesz uzyc innej maski w celu zwiekszenia chloniecia i przyspieszenia peelingu. Nie zaleca sie tego, jesli masz swiezo zluszczone stopy lub jakies rany. 
WAZNE : 
Jesli posiadasz zaciecia/ ranki itp. nie powinnienes uzywac maski, poniewaz ona moze podraznic te miejsca. 
Po uzyciu maski nalezy zapobiec nadmiernemu spacerowaniu oraz noszeniu wysokich obcasow czy chodzenia na silownie.
Jesli masz jakies obawy przed uzyciem, skontaktuj sie z lekarzem.
Nie zaleca sie tego dla osob o jakis szczegolnych warunkach zdrowotnych, np. ciaza. 
Nie jest to produkt do zdiagnozowania chorob lub ich leczenia.
Czego sie spodziewac ? : 
Po zdjeciu maski i nastepnego dnia nogi beda biale i pomarszczone. Mozemy czuc dyskomfort - stopy sa zdretwiale. 
W kolejnych dniach stopy moga stac sie bardzo suche. Jedni moga zobaczyc efekty szybko, inni wolniej, a jeszcze inni wcale. 
W zaleznosci od sposobu reagowania maski, moze byc konieczne uzycie jeszcze 2-3 par. 
 
No to teraz moja opinia:
Dostosowałam się do instrukcji obsługi, więc umyłam i wysuszyłam stopy. Dodatkowo jeszcze zmyłam lakier z paznokci (bo tak mi się gdzieś obiło o uszy oczy, że należy to zrobić). Wsadziłam skarpetki na nogi, przykryłam dodatkowo skarpetkami bawełnianymi i....czekałam. Dodam że niestety nawet ugryzienie po komarze z początku trochę piekło więc ja również nie zalecam stosowanie tego w przypadku ran ;). Wytrzymałam w nich 1,5h. Było mi niezmiernie ciężko gdyż nie spodziewałam się uczucia jakbym pół dnia przełaziła w przemoczonych butach i skarpetkach :P. Nie cierpię tego uczucia. Niestety wrażenie to prześladowało mnie potem przez następne 2 dni. Wciąż czułam jakbym miała przemoczone stopy i dostawałam już szewskiej pasji. Zaczynałam powoli żałować tego zabiegu ale na szczęście po 3 dniach uczucie to minęło. Pozostawało czekać na efekty. Niestety minął tydzień....a efektów nie było. Dopiero po półtorej tygodnia moje stopy zrobiły się szorstkie jak papier ścierny....ale w dalszym ciągu nic się nie złuszczało. Po dwóch tygodniach zaczęło być widać jakieś efekty, naskórek zaczął POWOLUTKU się złuszczać.Niestety proces ten był bardzo powolny. Starałam się się w miarę codziennie stopy moczyć i szorować pumeksem ale różnicy nie widziałam. Obecnie jestem miesiąc po zabiegu a dopiero co niedawno pozbyłam się martwego naskórka ze spodniej części stóp a w obecnej chwili złuszcza mi się górna strona stóp. Efekt końcowy jest zadowalający ale niestety nie podejmę się temu zabiegowi po raz drugi- zbyt długo to trwa a ja jestem za mało cierpliwa ;)

sobota, 28 czerwca 2014

Takie tam nowości ;)

Ostatnio czas leci mi jak szalony. Nie wiem w co ręce włożyć :) No ale nie oszukujmy się, taki okres się zaczyna. Czyli co? WAKACJE! :D Chodź fakt faktem wakacje to ja mam już od pół roku i przez kolejne pół roku jeszcze będą ;). Jednak to nie zmienia faktu że ostatnimi czasy zrobiło się u nas tłoczno. W zeszły weekend ful ludzi i tak do poniedziałku, w środę była u nas wycieczka szkolna a już w poniedziałek na tydzień przyjeżdżają urlopowicze :). Tylko żeby jeszcze pogoda dopisała a póki co brzydko i pochmurnie już nie mówiąc o tym że mamy lato a ja wczoraj musiałam przepalić bo w domu tylko 16 stopni! No ale nie o tym chciałam mówić pisać :).
Zacznę od tego na jakie cacka ostatnio trafiłam i to za jedyne 9,99 sztuka w Auchan:
Już rączki zacieram kiedy to znajdę czas na czytanie i odpłynę w świat fantazji! :D Chodź Hobbita czytałam za czasów gimnazjum to z miłą chęcią odświeżę sobie co nieco bo powiem szczerze że niewiele już pamiętam ;).

Druga sprawa: jakoś w zeszłym tygodniu córa ma poprosiła mnie o naleśniki na obiad. Jako że dzieciom trzeba od czasu do czasu dogadzać oczywiście postanowiłam je zrobić. Z tym że tym razem były one trochę inne a mianowicie postanowiłam dodać do nich otrębów owsianych które zresztą wygrałam w konkursie na prekursorkach.



 Do tego zachęcająca szata graficzna:


I proszę jak się moje dziecko zajada:


 Chciałam również podać przepis ale z racji tego iż większość składników daje na oko stwierdzam że byłoby ciężko dokładnie określić czego ile daję :). Mogę powiedzieć tylko tyle że na litr mleka i 3/4 z kilograma mąki pszennej dodaje 2 lub 3 łyżki otrębów (tak, tak robię naleśników dla całej armii :D).

Na koniec chciałabym Wam przedstawić nowych przyjaciół mojej córci- Fione i Shreka:


To jest prezent taki niespodziewany od babci Ani :), która obiecała że jak Aurelcia będzie dobrą "mamą kwoką" to podaruje jej jeszcze 5 :). No póki co córa dba o nie rewelacyjnie- zanim rano otworzy jedno oko to już jest przy klatce i sprawdza czy dzieci aby na pewno mają co pić i co jeść. A już wkrótce będą maleństwa na dworze i tam też będzie miała pole do popisu :).







poniedziałek, 23 czerwca 2014

Mama testuje- Kwas chlebowy

No nareszcie po długiej nieobecności jestem! Niestety w ostatnim okresie nie miałam internetu przez co też nie mogłam napisać żadnego postu. Do tego od kilku dni nie mam też na to czasu ale udało się chociaż chwilkę znaleźć ;).
W zeszłym tygodniu w końcu po tygodniowym oczekiwaniu (no bo jak to Nasza Poczta Polska nigdy się jej nie spieszy) dotarł do mnie Razowy Kwas Chlebowy  firmy Van Pur :). Miałam przyjemność go przetestować dzięki Edytce (link do bloga). W moje ręce wpadł Kwas o smaku naturalnym



Niestety ledwo zdążyłam go wypakować i zrobić sesję fotograficzną a już został skonsumowany :). Straszne zainteresowanie wzbudził wśród mojej rodziny :). Niestety dzieciom nie przypadł do gustu, dorosłym za to jak najbardziej.
Czym jest Kwas Chlebowy?
To napój sporządzony w 100% z naturalnych składników takich jak krystaliczna woda oraz słody: jęczmienny i żytni. Nie zawiera on konserwantów i nawet gaz jest w nim naturalny. Występuje w trzech smakach:naturalny, żurawinowy oraz śliwkowy.

Moja opinia jest następująca- W smaku kwasu czuć chlebek razowy oraz karmel. Wbrew pozorom napój w ogóle nie jest kwaśny (a z nazwy można mieć właśnie takie skojarzenia). Jak dla mnie smak kojarzy się tez delikatnie z piwem karmelowym a nawet i kolor jak widać na załączonych zdjęciach :). Świetnie smakuje również schłodzony. Mój tata nawet zażartował że przerzuca się z pepsi właśnie na ten napój :). Mnie jednak ostatecznie on nie przekonuje. Mogę wypić raz na jakiś czas ale nie codziennie. Generalnie bardzo lubię chleb razowy lecz niekoniecznie w wersji słodkiej. Myślę też że to kwestia przyzwyczajenia...może po skonsumowaniu więcej tego kwasu przekonałabym się do niego- specyficzny smak lepiej by mi podchodził. Nie skreślam go i z pewnością jeszcze kiedyś wypiję. Z racji na zawartość słodu jęczmiennego zdecydowanie polecam go mamom karmiącym piersią które mają problemy z laktacją w tym kryzysy. Składnik ten pobudza laktacje i jest zazwyczaj w piwie karmelowym a z racji tego iż wszelkie piwa bezalkoholowe jakiś alkohol zawsze w sobie mają to taki kwas jest zdecydowanie bezpieczniejszą wersją.
Mocno ciekawa jestem też smaku żurawinowego więc aby zaspokoić tą ciekawość będę zmuszona zakupić ten napój :). Zachęcam do zakupu również Was.

No a ja uciekam ogarnąć trochę dom no i muszę przygotować materiał na środę. Przyjeżdża do nas wycieczka klasowa i będzie zapoznawać się z życiem wiejskim :). To nasze takie pierwsze spotkanie więc czeka mnie dużo roboty :). Życzę miłego dnia pomimo paskudnej pogody (przynajmniej u mnie).

poniedziałek, 12 maja 2014

Mama testuje

Witam w ten słoneczno-deszczowy dzień! :)
Przespałam się dzisiaj z myślą że założyłam bloga. Obudziłam się dalej pełna zapału i chęci do tworzenia a pomysłów mam tysiąc na sekundę ;) Ale nie wszystko na raz, nie wszystko na raz....na wszystko przyjdzie czas ;). Bo w końcu jak teraz wyczerpię wszelkie tematy to o czym będę pisać później??;)

Dzisiaj chciałam poruszyć temat z cyklu- MAMA TESTUJE.
Będąc w  ciąży trafiłam na facebooku na reklamę zachęcającą do testowania produktów Canpol babies. Pomyślałam sobie a co mi szkodzi...i weszłam w link. Taki sposobem trafiłam na banglę. Powiem szczerze że wątpiłam w to że do testów się dostanę, już nie mówiąc o wątpliwościach co do wiarygodności tych testów (zawsze jakoś sceptycznie podchodziłam do wszystkiego co można dostać za darmo i doszukiwałam się w tym jakiś ukrytych niespodzianek). Jakie było moje zdziwienie gdy w momencie ogłoszenia wyników zobaczyłam mój nick a na poczcie meila potwierdzającego dostanie sie do testów! Nie dowierzałam aż do momentu gdy do rąk własnych dostarczył mi paczkę kurier. Miałam wtedy okazję przetestować: wkładki poporodowe, wkładki laktacyjne i majtki wielorazowe + prezencik dla maleństwa w postaci ręczniczka, zabawki i szczoteczki do czesania z grzebykiem. Od tamtej chwili zaczęłam poszukiwać stron w internecie które również poszukują osoby do testowania. Kilka ich znalazłam a linki podam poniżej. Niestety od tamtego czasu (a było to na przełomie października/listopada) trochę minęło i poza dwukrotnym dostaniem się do testowania na bangli (za drugim razem otrzymałam laktator elektryczny) nigdzie więcej nie udało mi się zakwalifikować. Ale nie poddaje się...z kilkoma osobami rozmawiałam na temat tych najpopularniejszych stron i im się udało więc i ja cierpliwie czekam :). Jaki jest cel w tym co pisze? Myślę że czytając tego bloga nie jedna mama bądź Pani, (ewentualnie Pan :D) z chęcią sama chciałaby spróbować przetestować produkty a ja chcę w miarę to umożliwić chociażby w postaci zamieszczenia linków ;).
Oto kilka z nich:
Streetcom -tu kilka osób się dostało, może ja nie bo nie wysłałam formularza o danych wrażliwych.
samplecity- i tu dość często się komuś udało dostać
Talk Marketing- tu jestem od wczoraj ale kilka osób już tu przetestowało
trnd-jestem od wczoraj :)
Ofeminin- jestem od dzisiaj
Sampler-jestem od dzisiaj, ale weszłam na fun page na facebooku i prawdopodobnie firma umarła śmiercią naturalną.....od grudnia nikt żadnej paczki nie dostał
no i oczywiście BANGLA - tutaj poza testami można również wystawiać i czytać opinie o różnych produktach bez względu na to czy się coś testuje czy nie, a oprócz tego na moim profilu przy jednym ze zdjęć mamy urządzone forum dla mam :)

Oprócz bawienia się w testerkę z polecenia koleżanki zaczęłam się również bawić w ankieterkę ;). Tak, tak...wypełniam ankiety przez internet i w zależności która to strona jestem wynagradzana punktacyjnie bądź pieniężnie. Punkty można wymienić na różne nagrody....no ale nie oszukujmy się...aby odczuć jakoś te wynagrodzenie trzeba się uzbroić w cierpliwość i "trochę" tych ankiet wypełnić ;). A żeby nie było tak prosto nie do każdej ankiety idzie się dostać. Z reguły z samego początku są zadawane pytania orientacyjne po których niekiedy wyskakuje komunikat "Przepraszamy, ale niestety nie udało Ci się zakwalifikować do ankiety...bla bla bla" bądź temu podobne. Na niektórych stronach dostaje się jakieś skromne 20 groszy rekompensaty za niedostanie się ;). Mój mężczyzna zazwyczaj widząc mnie przy tych ankietach puka się w głowę i mówi Tobie to się chyba nudzi ale powiem Wam szczerzę że ja to lubię :) Dla zainteresowanych podam oczywiście linki :
askGFK
Cenne opinie
ePanel
IMAS online
 Ok to by było na tyle :) A ja zabieram się w wolnej chwili za dopracowywanie mojego bloga ;) Miłego dnia