czwartek, 21 maja 2015

5 lat minęło jak jeden dzień!

Kiedy 5 lat i 7,5 miesiąca temu na teście pokazały się dwie kreseczki mój świat stanął w miejscu. Potok łez był wręcz nie do powstrzymania. W głowie krzyczała tylko jedna myśl: I co teraz?! .
Proszę jednak mnie nie zrozumieć źle....nawet przez sekundę nie przeszła mi przez głowę myśl by żałować tego co się stało. O nie! Ja po prostu w ciągu jednej chwili zostałam postawiona przed faktem że właśnie moje życie diametralnie się zmieni, że to już nie będzie to co dotychczas. Jak już nie raz wspominałam w tamtej chwili byłam uczennicą. Przede mną było jeszcze 1,5 roku szkoły. To mnie przeraziło, że po prostu nie skończę szkoły, że moje życie będzie teraz w 100% skupione na dziecku. Byłam w stanie się temu poświęcić ale nie chciałam rzucić szkoły. W zakamarkach mojej głowy kłębiła się też myśl A co jeżeli zostanę sama? Oczywiście, nie miałam podstaw by tak uważać...zwalę jednak to na moją chwilową depresję i buzujące hormony ciążowe.

Jestem jednak na prawdę ogromnie wdzięczna mojej mamie i mojej połówce że to dzięki NIM w tamtym momencie zaczęłam w końcu po miesiącu małej depresji cieszyć się ciążą! To moja połówka od pierwszej chwili gdy tylko został postawiony przed faktem, że zostanie tatą powtarzał ciągle "Damy radę!", "Będę o Was dbać i Was kochać!"...to jego słowa mnie budowały. Moja mama dbała o to, żebym uwierzyła, że damy radę, że mi pomoże...nawet przez chwilę nie dała mi odczuć jaka ze mnie głupia gówniara bo nie umiałam się odpowiednio zabezpieczyć.
17 maja 2010 roku o 19:25 w ramionach tuliłam Aurelię! Poród oraz tydzień w szpitalu który spędziliśmy ze względu na żółtaczkę nie wspominam zbyt dobrze....Ale jakie to ma teraz znaczenia?

                                                               (3 doba po porodzie)

(8 dzień życia)
Córka całkowicie odmieniła moje życie, zmieniła mnie, zmieniła swojego tatę...spowodowała, że wszystko jest inne niż kiedyś.

Pamiętam jakby to było wczoraj, jak zaczęła raczkować, jak zaczęła chodzić, jak zaczynała mówić a nawet pierwszy ząbek o którym dowiedziałam się w dość bolesny sposób. Każde nowe osiągnięcie wżarło mi się w moje zakamarki w głowie i z dumą sobie o nich przypominam.



(6 miesięcy)

(1 roczek)

(2,5 roczku)

Kilka dni temu ta pannica kończyła 5 lat!! Niby to dopiero 5 lat ale dla mnie aż! Nie wiem kiedy to zleciało....zresztą chyba każdy rodzić boryka się z tym problemem. Jestem dumna z tego co moje dziecko już osiągnęło i wierzę że osiągnie jeszcze więcej! Kocham Cię Aurelko! I dziekuję!


(17.05.15 czyli pełne 5 lat)

piątek, 15 maja 2015

Konkurs urodzinowy #2 !!!

BLOG OBCHODZI 

PIERWSZE URODZINY!!!


No i jest drugi obiecany konkurs!!!
Pierwszy dostępny- tutaj
 
Sponsorem tego konkursu jest firma Pati i Maks!
Link do strony- tutaj
Link do fanpage- tutaj

A co jest nagrodą?

Ta dam!




(Puzzle MAPA ŚWIATA firmy CzuCzu)

Więc co zrobić by wejść w posiadanie tej nagrody?


Wystarczy, że cykniesz sobie/dziecku/dzieciom lub co tam do głowy przyjdzie selfie z "Mamą na peryferiach" (oczywiście mówimy tu o napisie w dowolnej formie ;) )

Pod uwagę będzie brana kreatywność!!!
Zgłoszenia przyjmuję na:
-meila ewcia.cerien@gmail.com (w tytule proszę wpisać "konkurs urodzinowy z Pati i Maks")
-w wiadomości prywatnej na fanpage
-pod plakatem konkursowym- klik
(która opcja dla Ciebie wygodniejsza tam piszesz)

Wszelkie udostępnienia, zaproszenia znajomych oraz polubienia (mnie i sponsora) mile widziane :).

A WSPANIAŁYM prezentem dla mamy na peryferiach będzie jeżeli ilość polubień na fanpage przekroczy już nie 200 a 300!!! Tak niewiele zostało :)

Miłej zabawy!
Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga czyli ja- cerien
2. Sponsorem nagrody jest firma Pati i Maks.
3. Konkurs trwa od 16.05 do 6.06 do godziny 23:59. Zgłoszenia dodane po tym czasie nie będą brane pod uwagę.
4. Warunkiem koniecznym do udziału w konkursie jest zrobienie sobie selfie z napisem Mama na peryferiach. Pod uwagę będzie brana kreatywność.
  5.Do konkursu można zgłosić się tylko raz! Niedopuszczalne jest startowanie z wielu kont!
6. W konkursie do wygrania są puzzle Mapa Świata firmy CzuCzu
  7.Wybór zwycięzcy należy do mnie autorki bloga i jest ostateczny, niepodważalny.
8. Wyniki pojawią się na blogu do 3 dni od zakończenia konkursu a zwycięzca zostanie poproszony o przesłanie danych adresowych niezbędnych do wysyłki nagrody w ciągu kolejnych 3 dni. W przypadku nie zgłoszenia się w wyznaczonym terminie wybieram kolejnego zwycięzcę. 
9. Dane adresowe zostaną przekazane sponsorowi w celu wysłania nagrody.
10. Konkurs nie jest konkursem w rozumieniu ustawy o grach hazardowych.
11. Nagrody są wysyłane jedynie na terenie Polski. 
12. Zgłoszenie się do konkursu jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na udostępnienie swojej pracy na wallu oraz przesłanie jej sponsorowi. 

 Więcej konkursów dla dzieci i kobiet w ciąży znajdziesz na stronie Konkursowe Mamy - Kliknij tutaj

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wyniki!

Nagroda za selfi z mamą na peryferiach trafia do:

Gosi B.!!


Pięknie dziękujemy za tort!

Proszę drogą meilową bądź w wiadomości prywatnej na fb przesłać mi dane (adres oraz numer telefonu) które następnie przekażę sponsorowi w celu wysłania nagrody. Na dane czekam 3 dni.

Gratuluje!!

niedziela, 10 maja 2015

Rodzice wystawieni na próbę

Zastanawiałam się jak najtrafniej zatytułować ten post.....przychodziły mi do głowy tylko długie zdania. Kilkakrotnie zaczynałam, po czym zmazywałam tytuł wraz z pierwszymi zdaniami posta i zaczynałam od nowa.
Również i ten tytuł mnie nie satysfakcjonuje do końca ale serio...myślę dziś cały dzień na zwolnionych obrotach. Pewnie zanim opublikuję ten post zdążę jeszcze z trzy razy pozmienia treść niektórych zdań.

Do czego jednak zmierzam? W jaki sposób rodzice są wystawieni na próbę?
Ojj nieee, nie będę pisać o głupich sytuacjach, o tym jak ktoś nas sprawdza czy my sami podejmujemy się jakiemuś rodzicielskiemu wyzwaniu. Będę pisać o czymś o czym raczej nie często i niewiele się mówi. Sama przyznam szczerzę, że wcześniej ten temat był mi obcy. Wręcz gdy tego doświadczyłam miałam na to 2000 innych teorii aż uświadomiłam sobie że nie tylko ja się z tym zmagam.
O co chodzi?? Już powolutku zmierzam do sedna...

Kiedy na teście ciążowym pojawiają się dwie kreski a lekarz potwierdza ciążę, cały świat wywraca się do góry nogami...I niema tu reguły czy dziecko było planowane czy nie.....od tego momentu dotychczasowy tryb życia, przyzwyczajenia ulegają zmianie a każda kobieta zaczyna dbać o siebie w inny niż dotychczas sposób. Tak na prawdę już od tej chwili Wasz związek jest wystawiony na WIELKĄ próbę. Nie muszę chyba przytaczać sytuacji w których to "pan" wyznaje swej wybrance ogromną miłość po czym na wiadomość, że zostanie tatusiem nagle się zawija zostawiając swą kobietę z brzuchem. Przykład ten jest w życiu spotykany dość często ale NA SZCZĘŚCIE większość związków już tę pierwszą próbę przechodzi i wspólnie oczekuje dowodu swej miłości w postaci małego bobo.
Niestety to dopiero początek drogi w której związek niejednokrotnie zostanie wystawiony na próbę. Wszystko się zmienia o 180 stopni dopiero kiedy faktycznie ten mały człowieczek przyjdzie na świat. Nie jest już tak kolorowo i Nasze wyobrażenia w rzeczywistości okazują się zupełnie inne.
Pojawia się brak zrozumienia, przemęczenie, niekiedy ktoś ucieka z tego codziennego życia w swoje pasje i zainteresowania nie licząc się z tym co w tym momencie jest najważniejsze.
Oczywiście sytuacja nie tyczy się każdego związku......dotyczy ona jednak dość sporej części populacji z tego co zaobserwowałam.


Moja córa nie była planowana. Wpadka- niema co ukrywać. Pomimo złowróżebności ze strony mojego ojca "zobaczysz zostaniesz sama, bo ja wiem co chłopacy w jego wieku mają w głowie!" oraz grożenie mojemu wybrankowi w stylu "niech mi się nie pokazuje na oczy bo jestem na niego wściekły za to co Ci zrobił" (tłumaczenie że to nie tylko jego wina nic nie dało) nie przepłoszyły mojej połówki i wbrew temu co mój ojciec gadał jesteśmy wciąż razem. Do tego  dbał o mnie i troszczył się. Myślałam, że wszystko będzie idealne. Dopiero po porodzie zaczęły się schodki. Moja połówka nie potrafiła sobie poradzić z tym, że teraz trzeba miłość przelać na dwie kobiety a nie tylko jedną a że do wylewnych nie należy to dla mnie już zabrakło tej czułości. Chwała jemu za to, że tak kochał i kocha swoją córkę ale za to ja zaczęłam się czuć niekochana. Do tego pojawił się brak zrozumienia, nieustanne kłótnie i sprzeczki o głupoty. Ja przemęczona zaczęłam być niemiłosiernie czepliwa, do tego jeszcze mieszkanie u teściowej która wprowadzała nerwową atmosferę....w końcu przyszedł moment gdzie kłótnie między nami były na porządku dziennym i nawet przeprowadzka nic nie dała. Moja połówka zaczęła w końcu uciekać od tej codzienności i zaczął wychodzić z moim bratem to na rower, to na piłkę, to siedzieli do późna i grali, to oglądali film a ja?? Dla mnie czasu już nie było. Prośby, groźby, błagania nic nie pomagało, bo według niego przecież nic złego nie robi i że ja przesadzam. Czułam się jak matka jego dziecka a nie wybranka życia.
To była Nasza próba. Wielka próba która trwała aż 4 lata. Pod sam koniec całkiem poważnie rozważałam zakończenie tego związku. W tamtym okresie zaszłam też w drugą ciążę i nawet oczekiwanie drugiego potomka z początku nic nie zmieniło. Aż nagle któregoś dnia coś się zmieniło....jakby ktoś machnął czarodziejską różdżką- ja się zmieniłam, on się zmienił. 

Jak wspomniałam wyżej- z początku miałam na to 2000 teorii....teraz już wiem że to nie było nic innego jak docieranie się po pojawieniu się nowego członka rodziny. Każdy z Nas przeżywał to na swój sposób i każdy z Nas miał problem by się w tym odnaleźć. Teraz wiem że jeżeli przeszliśmy ten na prawdę trudny okres to już nic nie jest w stanie Nas rozdzielić.
Niestety osób które zmagają się z podobnymi sytuacjami poznaję coraz więcej...życzę im tylko żeby to przetrwali tak jak my.

piątek, 8 maja 2015

Konkurs urodzinowy #1 !!!

BLOG OBCHODZI 

PIERWSZE URODZINY!!!



Z tego też powodu mam dla Was konkurs!!!

 I to nie jeden a nawet dwa! (drugi tutaj)

Sponsorem tego konkursu jest Blogosfera i firma Canpol babies!
A co jest nagrodą?

Ta dam! 

(Okrycie kąpielowe, szczotka Newborn baby i aspirator)

Więc co zrobić by wejść w posiadanie takiego zestawu?

"Życzę, Tobie..."

...no właśnie co życzysz blogowi Mama na Peryferiach?? Chcesz to napisać, pokazać, zaśpiewać? Każda forma dozwolona a pomysłowość mile widziana!
Zgłoszenia przyjmuję na:
-meila ewcia.cerien@gmail.com (w tytule proszę wpisać "konkurs urodzinowy z Cb")
-w wiadomości prywatnej na fanpage
-pod plakatem konkursowym- klik
(która opcja dla Ciebie wygodniejsza tam piszesz)

Wszelkie udostępnienia, zaproszenia znajomych oraz polubienia (mnie i sponsora) mile widziane :).

A WSPANIAŁYM prezentem dla mamy na peryferiach będzie jeżeli ilość polubień na fanpage przekroczy 200!!! Już tak niewiele zostało :)

Miłej zabawy!

Regulamin:

1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga czyli ja- cerien
2. Sponsorem nagrody jestem firma Canpol babies.
3. Konkurs trwa od 08.05 do 31.05 do godziny 23:59. Zgłoszenia dodane po tym czasie nie będą brane pod uwagę.
4. Warunkiem koniecznym do udziału w konkursie jest złożenie życzeń blogowi Mama na peryferiach w dowolnej formie.
  5.Do konkursu można zgłosić się tylko raz! Niedopuszczalne jest startowanie z wielu kont!
6. W konkursie do wygrania jest jeden zestaw składający się z okrycia kąpielowego, szczotki do włosów "Newborn baby" oraz aspiratora.
  7.Wybór zwycięzcy należy do mnie autorki bloga i jest ostateczny, niepodważalny.
8. Wyniki pojawią się na blogu do 3 dni od zakończenia konkursu a zwycięzca zostanie poproszony o przesłanie danych adresowych niezbędnych do wysyłki nagrody w ciągu kolejnych 3 dni. W przypadku nie zgłoszenia się w wyznaczonym terminie wybieram kolejnego zwycięzcę. 
9. Dane adresowe zostaną przekazane sponsorowi w celu wysłania nagrody.
10. Konkurs nie jest konkursem w rozumieniu ustawy o grach hazardowych.
11. Nagrody są wysyłane jedynie na terenie Polski. 
12. Zgłoszenie się do konkursu jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na udostępnienie swojej pracy na wallu oraz przesłanie jej sponsorowi.

 Więcej konkursów dla dzieci i kobiet w ciąży znajdziesz na stronie Konkursowe Mamy - Kliknij tutaj



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

wyniki !!!

Ogłaszam, że zwycięzcą zostaje:
Pani  Natalia B. !!!

Gratuluje!!

Proszę o przesłanie mi danych (adres, nr tel) w ciągu 3 dni. Dane zostaną przekazane sponsorowi w celu wysłania nagrody.

czwartek, 7 maja 2015

Playboy, Body lotion (balsam do ciała)- opinia

Jakiś czas temu w moje ręce wpadł balsam Playboy "Play it sexy" Sensual Vanilla Scent


Stwierdziłam, że no nie mogę przepuścić okazji by go z opiniować.

"W nastroju na pieszczoty? Wmasuj w ciało balsam do ciała Play it Sexy, aby dostarczyć skórze dodatkowe 70% nawilżenia i poczuć na sobie zmysłowy zapach vanilii. Zawsze czuj się zmysłowa i sexy..."

Tak więc co sądzę o tym balsamie?

Pierwszy moment gdy go otworzyłam to fuuuuj. Dosłownie. Zapach jest TAK intensywny, TAK bardzo słodki, że odrzuciło mnie na starcie. Niema co ukrywać...chyba głównym założeniem firmy było by balsam był MOCNO perfumowany. Postanowiłam jednak dać mu szansę i nie skreślać go od razu...tym bardziej, że moja połówka jest zachwycona tym zapachem.
Gdy tylko po raz pierwszy się nim posmarowałam przez cały dzień nic innego nie czułam. Balsam nie dość, że nawilża dobrze (bo to trzeba przyznać bez bicia) to jeszcze pełni funkcję perfumu- taka wersja dwa w jednym ;). Rozprowadza się go fantastycznie chodź konsystencja ciut za rzadka mimo to jest jednak wydajny.
To co uważam za jego minus to tak jak wspomniałam wyżej- intensywność zapachu. Być może to też kwestia tego, że raczej gustuje w zapachach cytrusowych a nie słodkich a tu czuć wanilie.
Czy go polecę?
Myślę, że tak jeżeli ktoś lubi takie intensywne zapachy, cenę też raczej da się przetrawić (+/- 15 zł) natomiast nie do końca jestem przekonana jeżeli chodzi o osoby ze skłonnościami do alergii czy będzie on bezpieczny.



poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Blogosfera i zestaw kąpielowy.

W tym miesiącu Blogosfera serwuje zestaw kąpielowy.
śliczny prawda?
Więc kto chętny to zapraszam do Blogosfery- ostatnie dni by móc zgłosić się do testowania bądź jako nagrodę w konkursie.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ciocia dobra rada

Pomysł na post kotłował mi się w głowie już od kilku dni. Niestety z czasem nieco gorzej a jak już czas wygospodarowałam to sił, weny i ochoty było brak.
Od kilku tygodni w nocy walczę z Igorem....uparł się że chce z nami spać. Z tym, że u nas znowu mu za ciasno więc średnio co pół godziny się budził by głośno wyrazić swoje niezadowolenie po czym usypiał ponownie...ale żeby go przełożyć jak uśnie do jego łóżka to nieeeee.....zaraz się budził i głośno protestował. Możecie sobie wyobrazić jak wyglądałam- jak zombi...tym bardziej, że jedna noc nie przespana, druga, czwarta, tydzień..... No i wypadało w końcu wziąć sprawę we własne ręce bo tak dłużej być nie może! Od 4 dni walczę z jego nocnymi kaprysami i tfu, tfu, odpukać w niemalowane na razie efekty są w miarę zadowalające.
Jednak nie odbiegając od tematu czas pisać com chciałam napisać.
Myślę, że niema osoby która w swojej długiej, krótkiej czy też przyszłej karierze rodzica nie słyszał cudownych, mądrych i pouczających rad.
 Mylę się?
Nie wydaje mi się :)
Zawsze znajdzie się ktoś kto ma dużo do powiedzenia i upiera się przy swoich racjach. Ktoś kto Cię poucza i mówi co robisz źle. Nie powiem...czasami rady potrafią faktycznie być pomocne. Ale co w momencie gdy są to rady z ery kamienia łupanego? Bo przecież "za moich czasów"...No właśnie! Za Twoich czasów było inaczej, a czasy się zmieniły i wiele rzeczy się zmieniło. Znajome?

Mój przykład numer jeden:

Babcia- co ja się nasłuchałam...co jej natłumaczyłam. Do niektórych rzeczy udało mi się ją przekonać, do kilku innych się nie dała. Jej zdaniem pomimo karmienia piersią dziecko pić powinno dostawać od urodzenia bo się odwodni, a dietę mieć rozszerzane od 3 miesięcy bo za jej czasów tak się robiło. Tłumaczenie, że od tamtego momentu minęło ponad 40 lat, że czasy się zmieniły, że medycyna, teorie i praktyki się zmieniły nic....kompletnie nic jej nie przekonywało, a jej ulubionym tekstem było "no ja nie wiem czy tak jest dobrze"...Nawet argumenty, że tak mówią lekarze, tak piszą w poradnikach....nic jej nie przekonało. Jedyne co udało mi się W KOŃCU jej wpoić to to, że mleko mamy nawet przy ponad rocznym karmieniu piersią dalej ma wartości odżywcze bo w jej pierwotnej teorii było, że to sama woda. No ale przetłumacz coś człowiekowi starej daty? :)

Przykład numer dwa:

Obce przypadkowo napotkane osoby:
O właśnie wspomnienie tej historii nakłoniło mnie do napisania postu. Aurelka miałą wtedy z 2/2,5 roku. Postanowiłam z nią pojechać w odwiedziny do wyżej wymienionej babci. Z racji tego, że Aurelia była na etapie, że wózek jest beeee to miałam wyjście albo biegać za dzieckiem z wózkiem co bardzo ograniczało albo biegać za dzieckiem bez wózka co daje dużą swobodę. Uznając, że dużo chodzenia nas nie czeka i nie raz już jechałam gdzieś bez wózka wybrałam właśnie tą opcję. Ja miałam przystanek autobusowy pod nosem, u babci przystanek też pod nosem. Fakt w miedzy czasie jedna przesiadka ale to kwestia przejścia na drugą stronę ulicy. Wszystko było ok do czasu aż wysiadłyśmy z pierwszego autobusu i w drodze na drugą stronę ulicy Aurelia stwierdziła że jest straaaaaaasznie zmęczona i koniecznie chce opka. Pamiętam, że wtedy bolały mnie strasznie plecy, miałam też za sobą nockę w pracy. Dobrze przyznam szczerze mój błąd, że podjęłam się ryzyka pojechania bez wózka ale serio wcale nie uśmiechało mi się biegać za dzieckiem z balastem. Doszłyśmy do przystanku i tłumaczę młodej, że może sobie usiąść na ławeczkę jak jest zmęczona (dwie Panie specjalnie nawet zrobiły jej miejsce), że mamusie strasznie bolą plecki, że nie da rady jej dźwigać tym bardziej że jest możliwość, że może siedzieć. Niestety Aurelia coś się uparła i zawzięła, że ona koniecznie chce te opka. Nawet opcja, że usiądę razem z nią a ona na kolankach ją nie przekonała. W końcu pytam ją dlaczego się tak uparła, czy chce się przytulić? Potwierdziła więc chciałam kucnąć i ją przytulić ale ją ta wersja nie satysfakcjonowała- tylko opka! Gdzieś w połowie mojej dyskusji z córką te owe dwie Panie oblegające ławeczkę plus trzecia która w między czasie doszła (wszystkie w wieku 50+) zaczęły głośno komentować całą scenę z moim dzieckiem a Aurelia słysząc te wszystkie komentarze nakręcała się jeszcze bardziej "boże te dzisiejsze matki", "no już by mogła ją wziąć to dziecko na ręce", "za moich czasów to się spełniało dziecięce zachcianki"....no tak w ich mniemaniu powinnam właśnie to robić- spełniać wszelkie kaprysy mojego dziecka....nosz kurrr....czaczki. Zacisnęłam zęby i powieki i powtarzałam sobie w duchu nie reaguj, tylko nie reaguj...i w przeciwieństwie do mnie która usiłowałam komentarze puścić mimo uszu moje dziecko wszystko świetnie rozumiało i w efekcie gdy wsiadłyśmy do autobusu była na mnie obrażona na maksa. Nie chciała wgl mnie słuchać, nie chciała siedzieć ani samej ani na moich kolanach, już nie chciała opka, nie chciała trzymać za rękę, nie chciała się trzymać słupka....nic nie chciała. Niestety w trosce o jej bezpieczeństwo musiałam trzymać ją na siłę w efekcie czego towarzyszył temu głośny płacz protestu. I do komentujących 3 kobiet dołączyły kolejne (taki pech, że to była godzina gdy 100% pasażerów autobusu to emerytki) i ich nie obchodziło, że moje dziecko unosi się kaprysami i właśnie samo świadomie  chce narazić się na niebezpieczeństwo (bo niech taki autobus nagle zahamuje?). Rzucały cudownymi, mądrymi i pouczającymi radami w stylu "niech Pani usiądzie i weźmie ją na kolana" (no jakbym właśnie nie usiłowała tego zrobić) "niech Panie weźmie ją na ręce" ( i to próbowałam zrobić nie zważając na moje obolałe plecy, niestety z marnym skutkiem bo Aurelka zdążyła być już podjudzona do granic możliwości)...gdy to nie przynosiło efektów zaczęły lecieć komentarze, że jaka to ja zła matka. Na szczęście to były tylko 3 przystanki i gdy dojechaliśmy do docelowego wysiadłam z ulgą ciesząc się, że ten koszmar już za mną. Okazało się jednak, że nie, bo jedna z kobiet czując nienasycenie specjalnie jeszcze za mną wybiegła z autobusu by na odchodnym powiedzieć, iż mam nie doprowadzać dziecka do płaczu bo będzie miało potem problemy psychiczne. Wtedy emocje wzięły górę, odwróciłam się i odpowiedziałam co myślę i że to moje dziecko i moja sprawa jak będę je wychowywać.
Taką sytuację miałam tylko jeden jedyny raz w życiu. Po całej akcji wciąż zdarzało mi się podróżować bez wózka i bardzo szybko zrezygnowałyśmy z niego całkowicie, a Aurelia nigdy więcej nie zrobiła mi takiej histerii. Niestety ludzi wiedzących lepiej jak masz wychować swoje dziecko jest na świecie mnóstwo.

Przykład numer trzy:

No i tu odnosząc się do tego co napisałam wyżej (że ludzi wiedzących lepiej jest dużo) serwuję kolejny przykład. Tym razem jednak nie dotyczy mnie a sytuacji której byłam świadkiem. Poszłam z moją drugą babcią na zakupy. W sklepie zresztą który należy do największej sieci sklepów dyskontowych znów była godzina gdy największą aktywność wykazują emeryci. W tym jednak tłumie było też kilka małżeństw z dziećmi. Jedno z nich miało tak na oko 2-latniego chłopca w wózku sklepowym który na wszystko mówił "ja to chce!" gdy jednak spotykał się z odmową ze strony rodziców reagował buntem w postaci płaczu. Rodzice nie próbowali w ogóle na takie zachowanie reagować, żeby pokazać synkowi, że płaczem niczego od nich nie wymusi. Niestety gdy czekali oni już w kolejce do kasy jeden starszy Pan zaczął zwracać im uwagę (a konkretnie tatusiowi który prowadził wózek) nie może Pan uciszyć tego dziecka?, albo widać, że nie umie Pan wychować skoro tak płacze, to jest brak wychowania....no luuuudziieee.....i oczywiście słynne bo za moich czasów takich sytuacji nie było. Ręce czasami opadają....





Więc czy i wy spotkaliście się z sytuacjami w których ktoś pełni funkcję "Ciocia dobra rada?". Udało Wam się tego kogoś poskromić czy jednak wciąż zmagacie się z radami które wcale Wam się nie podobają?
Oczywiście mówimy tu o tych pseudo radach i pouczeniach a nie tych pomocnych.